okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> Żarty się skończyły!

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Korespondencja >> Chiny


Żarty się skończyły!

Adela Tarkowska
Wiszące Klasztory wykute w skale na wysokości 60 metrów
Przygraniczne Erenhot w niczym nie przypomina swojego odpowiednika po mongolskiej stronie, gdzie wśród kurzu i brudu straszyły komunistyczne blokowiska, a do miasta wiodła rozwalona, piaszczysta droga, przy której stały poszarzałe jurty. 
 
Chińczycy stworzyli na pustyni małą oazę. Po przekroczeniu granicy znajdujemy się w zupełnie innym świecie. Jedziemy szeroką, czystą ulicą, wzdłuż parku z fontannami i zacienionymi alejami, mijani jedynie przez cicho sunące skutery elektryczne. Wraz z nastaniem zmroku całe miasto rozświetlają kolorowe neony, na ulice wyjeżdżają sprzedawcy z rozmaitym jedzeniem. Na głównym placu rozstawia się mini wesołe miasteczko oraz rozbrzmiewa muzyka, w której rytmach powstaje spontaniczna, uliczna dyskoteka. Wzbudzamy spore zainteresowanie mieszkańców, którzy robią nam pokątnie foty, bądź proszą o wspólną sesję zdjęciową. 
Gdy wyjeżdżamy rano, w świetle dnia obserwuję dwa zdarzenia, które kontrastują z nowoczesną otoczką miasta. Najpierw z piekarni wychodzi właścicielka z małym dzieckiem pod pachą. Ściąga malcowi portki i wysadza go na ulicy pod drzewem. Po wszystkim pani podciera pupę kawałkiem tektury i wraca serwować pieczywo. Chwilę później obserwuję, jak mężczyzna wyciąga wystraszonego barana z przyczepy na chodnik, kładzie na grzbiecie i wbija nóż w brzuch, wypruwając flaki. Baran rzuca głową, którą mężczyzna uderza w chodnik, a następnie wciąga za nogi jeszcze żywe zwierzę po schodach do zakładu mięsnego. 
Zaraz za miastem wyjeżdżamy na pustynię Gobi, która w Chinach nie jest tak dzika, jak w Mongolii. Zabudowa jest dużo gęstsza, jurty zastąpione betonowymi domami, a wolne przestrzenie pogrodzone drutem. Po trzech dniach pustynia ustępuje miejsca sadom i wszelakim uprawom. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski