okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> Ze słońcem w przyczepce

poradniki

Z psem na koniec świata!

Spakowany plecak, mapa w ręku i bilet na majówkę! Już chcesz wyjść z domu, ale czujesz mrowienie na plecach, bo… ktoś cię... »

Na szlaku >> Morawy Południowe


Ze słońcem w przyczepce

Tomasz Larczyński
Dyja, będąca osią naszej wyprawy, płynie przez Znojmo pod wiaduktem kolejowym z 1871 roku
Większość wypraw rowerowych odbywamy w jakimś stopniu w nieznane. Jeśli nie wybieramy konkretnego kraju, to choćby nowy kawałek szlaku w znanych nam już górach lub nawet i ten sam szlak, lecz o innej porze roku. Czasem jednak sam sposób podróżowania jest na tyle dużą nowością, że dla równowagi przestrzeń wybieramy już znaną.  
 
Tak było z pierwszą moją poważną wyprawą dziecięco-przyczepkową, dla której wybrałem znane już sobie Morawy Południowe i pogranicze czesko-austriackie. Zdaję sobie sprawę z tego, że Morawy Południowe to jeden z częściej opisywanych w „Rowertourze” regionów. Dlatego zamiast dokładnie opisywać kolejne zamki i pałace, postaram się tu zawrzeć jak najwięcej informacji praktycznych, przydatnych podczas wyprawy z maluchem. Bowiem – powiedzmy to już na wstępie – trudno o lepszy region na taką turystykę. Sprzyja nam nawet klimat – cieplejszy niż w Polsce (co ważne podczas majówki), lecz bez trudnych upałów latem.
Mirek podczas wyprawy miał 2,5 roku. Funkcjonowaliśmy w rytmie żłobkowym – rano wyjazd, około południa zupa, około drugiej dalszy ciąg obiadu i na koniec dnia coś słodkiego. Młody był i nadal jest nieprawdopodobnie żywym dzieckiem, tym bardziej pasował mi ten rejon, z jego paradą zabytków, pałacyków i atrakcji, co pozwoliło nam na poruszanie się w trybie „pół godziny zwiedzania/biegania – pół godziny jazdy”. A już zwłaszcza dlatego, że byłem z synem w zasadzie sam – na parę pierwszych noclegów dołączyła do nas żona, ale trasy dzienne robiliśmy we dwóch, zaś w dolinie Dyji byłem zdany tylko na własne siły.
Wypisywanie zalet Moraw Południowych można zacząć już od dojazdu. Bardzo wygodny EC Sobieski dowozi nas w jeden z dzień z Gdańska do Brzecławia (Břeclav), w krótszym czasie niż do takiego choćby Zakopanego. Nowy tabor i wagon restauracyjny czynią podróż czystą przyjemnością. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Tomasz Larczyński