okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 4/2018 >> Kiedy sukces smakuje najlepiej

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Na szlaku >> Pojezierza: Lubuskie i Myśliborskie


Kiedy sukces smakuje najlepiej

Jacek Barczyński
Gwiazdy epoki lodowcowej w Moryniu
Pierwsze są chęci. Potem pomysł – dokąd tym razem. I wreszcie planowanie. A na koniec oczekiwanie. Zazwyczaj czeka się długo, a potem jeszcze trochę. Nadchodzi też czas, kiedy zaczynamy wciągać dzieciaki w rowerowy świat. Sam próbuję zaszczepić moim chłopakom ciekawość życia i pokazać, co mnie samego od lat tak nakręca. 
 
Z niecierpliwością oczekiwałem startu wyprawy. Piętnaście lat po tym, jak wyruszyłem z sakwami na swoją pierwszą rowerową włóczęgę, nadszedł dzień, w którym mój starszy syn, prawie siedmioletni Jan, miał ruszyć ze mną…
Obawiałem się, czy da radę, czy się nie zniechęci. Te strachy w większości okazały się na wyrost. To był wspaniały tydzień. Wspólnej przygody początek. 
Plan był znany: przejechać przez Pojezierze Lubuskie, Park Narodowy „Ujście Warty” i Pojezierze Myśliborskie. Startujemy z Międzyrzecza, choć mamy za sobą nieprzyjemny falstart. To kolej dołożyła starań, aby już na początku ostudzić nasz zapał. Choć bilety z Zielonej Góry kupowałem ze sporym wyprzedzeniem, na peronie okazało się, że w składzie nie ma miejsc na rowery. Cóż było robić. Zapakowaliśmy jednoślady do samochodu – żona dowiozła je na miejsce. Ja zaś z chłopakami i moją siostrą Agatą pojechaliśmy do Międzyrzecza pociągiem. I muszę to przewoźnikowi wypomnieć: po drodze nikt nie wsiadł z rowerem. Nawet z kołem rowerowym. 
W końcu wszyscy spotykamy się przed dworcem w Międzyrzeczu, ostatecznie pakujemy, montujemy, fotografujemy się i wreszcie cała naprzód ku nowej przygodzie! Od razu wyjaśnię, że podróżujemy zaopatrzeni w dwie przyczepki rowerowe: osobową, w której podróżuje mój młodszy syn, pięcioletni Wojciech, oraz drugą – towarową. 
Kierujemy się w stronę międzyrzeckiego zamku z XIV wieku, zbudowanego przez króla Kazimierza Wielkiego. Do warowni można dojechać całkiem wygodnie drogami rowerowymi. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Jacek Barczyński