okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 4/2018 >> Zielonej herbaty nie odmówię

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Korespondencja >> Pamir Highway


Zielonej herbaty nie odmówię

Piotr Markowski
Majestatyczne góry i olbrzymie przestrzenie – to właśnie Tadżykistan
Podróżowanie Traktem Pamirskim przypomina wyprawę do krainy Photoshopa. Zmieniające się krajobrazy są tak piękne, że co chwilę wydaje się okrzyki zachwytu. Odwiedziłem kilkanaście krajów i jeździłem rowerem nawet po Himalajach, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że w Tadżykistanie są najpiękniejsze góry, jakie w życiu widziałem. 
 
Osiemdziesiąt procent powierzchni Tadżykistanu leży powyżej 3000 metrów n. p. m. Szczyty poniżej 6000 metrów nie mają nawet swoich nazw. Dla miłośników wypraw wysokogórskich to raj, ale komunikacja po kraju jest znacznie utrudniona i ograniczona. Gdy Tadżykistan był republiką radziecką i trzeba było zaopatrywać bazy wojskowe na granicy z Afganistanem i Chinami, w latach 30. XX wieku podjęto decyzję, że zostanie wybudowana droga w górach Pamiru. Związek Radziecki miał rozmach i nie liczył się z kosztami. Nie udało mi się dotrzeć do informacji, ile kosztowało to przedsięwzięcie, ale jadąc rowerem Traktem Pamirskim, często się nad tym zastanawiałem. Inwestycja wciąż robi wrażenie. Droga, dziś będąca częścią autostrady M41, sporymi fragmentami wykuta została w skałach, wznosząc się znacznie powyżej 4000 metrów n. p. m. Na płaskowyżach jest prosta jak od linijki, czasami jednak prowadzi pośród gór i by ją tam poprowadzić, budowniczowie musieli zużyć niewiarygodne ilości dynamitu. Powstawała przez 10 lat. Częściowo została zmodernizowana w czasie wojny z Afganistanem, poprawiono wtedy nawierzchnię. 
Angielskojęzyczne określenie traktu, jako Pamir Highway, jest jednak mocno na wyrost – spore fragmenty nie mają nic wspólnego z asfaltem, a co dopiero z autostradą. 
Pamir siedział w mojej głowie od dawna i wreszcie w wieku 41 lat udało mi się ruszyć w podróż legendarną Pamir Highway. Po długich dyskusjach z kolegami doszliśmy do wniosku, że pojedziemy rowerami z Osz w Kirgistanie do Duszanbe – stolicy Tadżykistanu. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Piotr Markowski