okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Pomóż pomagać

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Reportaż >> Paragwaj


Pomóż pomagać

Wojciech Ganczarek
Dzieciaki ze szkoły w Bella Vista
Miniaturowy budynek szkoły stoi kilkaset metrów od domu Tadeusza Nity. Klas sześć, uczniów pięciu, same chłopaki. I sami blondyni: Białorusin, trzech Ukraińców i Polak – niezłe towarzystwo jak na zwrotnik Koziorożca. Nauczycielka mieszka w Carmen del Paraná, 20 kilometrów stąd. Odlicza miesiące do zamknięcia placówki. – Wreszcie! – stwierdza z ulgą.
 
My ze szczoteczkami do zębów – mówimy. Patrzy podejrzliwie. Dodaję, że my od Nity. Patrzy jeszcze podejrzliwiej, bo Nita chce, żeby szkołę zostawić. W tropikalnym powietrzu nagrzanym do 40 stopni Celsjusza czuć nieufność. 
My, rowerzyści (autostopowicze, motocykliści, traperzy, włóczykije) lubimy pisać o tym, że się nam pomaga, że dziękujemy bardzo wszystkim tym, którzy podali nam rękę w podróży. Od czasu do czasu gramy na wzniosłych tonach: dziękujemy wam, spotkani na drodze, bez was ta podróż nie doszłaby do skutku. Ba, nie miałaby sensu. Bo byliśmy głodni, a daliście nam jeść. Bo spytaliśmy o rozbicie namiotu, a zaścieliliście nam własne łóżko. 
Zdarza nam się przemilczeć nieprzyjemne szczegóły pomocy. Że ten, który dał nam jeść, był pijany i nie dawał spać gadaniną. Że od brudnego łóżka złapaliśmy świerzbu. Bywa, wstrętna choroba. Albo facet, który chciał nas pozdrowić, powitać, ale zachciało mu się gadać na stromym podjeździe. Różnica była taka, że on jechał terenówką, a my rowerem, i to już po kilkudziesięciu kilometrach pedałowania. Zdarzyło mi się w zeszłym tygodniu. Nie chciałem rozmawiać. On pytał, skąd, dokąd, odpowiadałem półsłówkami, nie uśmiechałem się. Nie wpadło mi do głowy, żeby się po prostu zatrzymać. Jedyne, czego chciałem, to skończyć podjazd, byłem bardzo zmęczony. W końcu odjechał, może się obraził.
Pomagać jest ciekawie: to piękny sposób na wejście w kontakt z drugim człowiekiem. Ale pomagać nie jest łatwo. I nie chodzi o część materialną: że jedzenie kosztuje, że łóżek czasem nie ma więcej niż domowników. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Ganczarek