okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 12/2017 >> Na krańcu Europy,
w przedsionku Azji

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Na szlaku >> Gruzja


Na krańcu Europy,
w przedsionku Azji

Monika, Krzysztof i Dariusz Leszko
Jaskinie i zabudowania klasztorne Dawit Garedża na granicy gruzińsko-azerskiej
Dlaczego Gruzja? Bo kraj ten to niejako przedsionek Azji, bo dużą część jego powierzchni zajmują wysokie oraz piękne góry, bo można obcować tu z prawdziwie dziką przyrodą. Bo Gruzini to sympatyczni, szalenie życzliwi i gościnni ludzie, bo można skosztować tu wspaniałej kuchni i właśnie stąd wywodzi się tradycja wyrobu wina. Bo to w końcu tutejsze wzgórza porastać miały słynne, znane z przeboju Filipinek, herbaciane pola. Bo... Argumentów za przyjazdem do Gruzji było więc aż nadto. 
 
Opisując Gruzję, często cytuje się przypowieść, w której Pan Bóg po stworzeniu świata rozdawał poszczególnym narodom tereny, gdzie miały się one osiedlić. Gruzini, zamiast oczekiwać w kolejce na swój przydział, bawili się, śpiewali i ucztowali. A gdy wszystkie dostępne tereny zostały już rozdane, dopiero wtedy stawili się przed obliczem Najwyższego. Ten zaś, urzeczony ich śpiewem, zdecydował się oddać im najpiękniejszą krainę, raj, który planował pozostawić dla siebie. 
Pewnego wrześniowego dnia lądujemy na lotnisku położonym kilkanaście kilometrów od Kutaisi w zachodniej Gruzji. Czeka tam na nas właściciel hotelu, z jego pomocą pakujemy kartony z rowerami i jedziemy do miasta. Mały hotelik, w którym spędzamy pierwszą noc, położony jest na wzgórzu, u stóp katedry Bagrati, należącej do Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Jedząc wieczorny posiłek, mamy więc możliwość podziwiania nocnej panoramy miasta. Zmęczeni podróżą liczymy na dłuższy sen i wypoczynek. Skutecznie go jednak zakłócają kierowcy podjeżdżający od samego rana na wzgórze katedralne – na drodze do świątyni jest wiele ostrych zakrętów, podczas pokonywania których kierowcy ostrzegają się wzajemnie klaksonami. Ich dźwięk będzie nam towarzyszyć każdego dnia naszej wyprawy – kierowcy, trąbiąc, ostrzegają o zamiarze wyprzedzania, pozdrawiają się... Właściwie nadużywają go w każdej możliwej sytuacji. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Dariusz Leszko