okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Na krańcu Europy,
w przedsionku Azji

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Na szlaku >> Gruzja


Na krańcu Europy,
w przedsionku Azji

Monika, Krzysztof i Dariusz Leszko
Jaskinie i zabudowania klasztorne Dawit Garedża na granicy gruzińsko-azerskiej
Dlaczego Gruzja? Bo kraj ten to niejako przedsionek Azji, bo dużą część jego powierzchni zajmują wysokie oraz piękne góry, bo można obcować tu z prawdziwie dziką przyrodą. Bo Gruzini to sympatyczni, szalenie życzliwi i gościnni ludzie, bo można skosztować tu wspaniałej kuchni i właśnie stąd wywodzi się tradycja wyrobu wina. Bo to w końcu tutejsze wzgórza porastać miały słynne, znane z przeboju Filipinek, herbaciane pola. Bo... Argumentów za przyjazdem do Gruzji było więc aż nadto. 
 
Opisując Gruzję, często cytuje się przypowieść, w której Pan Bóg po stworzeniu świata rozdawał poszczególnym narodom tereny, gdzie miały się one osiedlić. Gruzini, zamiast oczekiwać w kolejce na swój przydział, bawili się, śpiewali i ucztowali. A gdy wszystkie dostępne tereny zostały już rozdane, dopiero wtedy stawili się przed obliczem Najwyższego. Ten zaś, urzeczony ich śpiewem, zdecydował się oddać im najpiękniejszą krainę, raj, który planował pozostawić dla siebie. 
Pewnego wrześniowego dnia lądujemy na lotnisku położonym kilkanaście kilometrów od Kutaisi w zachodniej Gruzji. Czeka tam na nas właściciel hotelu, z jego pomocą pakujemy kartony z rowerami i jedziemy do miasta. Mały hotelik, w którym spędzamy pierwszą noc, położony jest na wzgórzu, u stóp katedry Bagrati, należącej do Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Jedząc wieczorny posiłek, mamy więc możliwość podziwiania nocnej panoramy miasta. Zmęczeni podróżą liczymy na dłuższy sen i wypoczynek. Skutecznie go jednak zakłócają kierowcy podjeżdżający od samego rana na wzgórze katedralne – na drodze do świątyni jest wiele ostrych zakrętów, podczas pokonywania których kierowcy ostrzegają się wzajemnie klaksonami. Ich dźwięk będzie nam towarzyszyć każdego dnia naszej wyprawy – kierowcy, trąbiąc, ostrzegają o zamiarze wyprzedzania, pozdrawiają się... Właściwie nadużywają go w każdej możliwej sytuacji. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Dariusz Leszko