okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 12/2017 >> Łączy ich wspólna droga

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Korespondencja >> Pamir Highway


Łączy ich wspólna droga

Lidia Niklewicz
Kirgistan, po opuszczeniu Pamiru, nasze oczy ciągle cieszą piękne widoki
Lotnisko w Sztokholmie. Moloch, zgiełk, hałas – to wszystko przytłacza. Jak małe mrówki taszczymy nasze ogromne bagaże. Niezorganizowana obsługa piętrzy problemy z odprawą. Czas biegnie nieubłagalnie, więc i my musimy biec, a w głowie tylko trzy słowa: gate numer 16. Niestety brakuje minut i u celu nie czuję się jak zwycięzca maratonu. 
 
Stoję jak słup z opuszczonymi ramionami, oczy mam wlepione w samolot, który właśnie szykuje się do lotu. Nie ma tam nas. Łzy same cisną się do oczu, emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Biegam jak opętana, pada wiele niekontrolowanych przeze mnie niecenzuralnych słów. Samolot ze Sztokholmu do Rygi leci bez nas, a wraz z nim moje marzenie, marzenie o Pamirze, i część naszych bagaży. Z ogromnym smutkiem zadaję sobie pytanie: czy tu się kończy nasza przygoda? Otóż nie! Nie był to ani początek, ani koniec naszej wyprawy. Udało się polecieć następnym lotem. 
Pierwszy krok z samolotu – lotnisko w Duszanbe i pierwsze uderzenie suchego, niesamowicie gorącego powietrza. Wszystko we mnie tańczy. Czy to na pewno tylko powietrze? Uśmiecham się, znów łzy i emocje, przeogromna radość. Biorę głęboki oddech, myśląc naiwnie, że powietrze w płucach powie mi wszystko, co nam przyniesie ta droga. Zadaję sobie mnóstwo pytań, jak przystało na początkującego sakwiarza. Niestety pozostają one bez odpowiedzi. Czuję się jak małe dziecko, które stawia pierwsze, bardzo niepewne kroki. Ale po upadku podnosi się i próbuje dalej. Przykre emocje, które towarzyszyły mi na lotnisku w Sztokholmie, odeszły gdzieś w niepamięć. Mamy rowery, bagaże, siebie oraz nieznaną drogę przed sobą. 
Wreszcie pedałujemy (tego momentu nie mogłam się doczekać najbardziej) w stronę hostelu opustoszałą, asfaltową ulicą, po upalnym dniu spryskiwaną przez maszyny. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Lidia Niklewicz