okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2017 >> Jingle Bells

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Na finiszu


Jingle Bells

Weronika Leczkowska
 
Generalnie nie lubię zakupów, szczególnie jednak nie cierpię wchodzenia do marketów na przełomie listopada i grudnia. Wszędzie słychać okropną piosenkę „Jingle Bells”, która usiłuje wmówić mi, że to już święta (wywołując we mnie stan lekkiej paniki). Oczywiście mogę nadal spać spokojnie, bo do zakupu choinki jeszcze wiele tygodni zostało, staram się jednak w tym czasie unikać sklepów jak ognia (wysyłając na zakupy synów). Co roku robimy z mężem zakłady, kto mniej razy wysłucha tę kolędę. Oczywiście są to zawody z nagrodami, tak więc warto się starać. Sposobów na wygraną jest naprawdę wiele…
Jechałam spokojnie lasem, księżyc i gwiazdy świeciły wyjątkowo. Nie skupiałam się więc nadto na drodze, raczej na tym, co ponad nią. Mróz, ślisko, na szczęście, mimo mojego wieczornego roztargnienia, zimowe opony świetnie dawały sobie radę z lodem.
Trzy pary świecących oczu ujrzałam zbyt późno, by zawrócić, w sam raz, by stanąć. Prawdziwe trzy wilki stały na środku drogi i patrzyły na mnie. W pierwszej chwili pomyślałam, że to może psy, w następnej jednak byłam pewna tego, co widzę. Stały  na tle księżyca wiszącego centralnie nad drogą i wyglądały jak ilustracja z baśniowego horroru, od razu budząc mój niepokój. Moja głowa (mimo braku strachu przed naturą) produkowała więc niesamowite wizje chwil następnych (tu odsyłam Was do lektury baśni o Czerwonym Kapturku). Nie było to moje pierwsze spotkanie z wilkami, ale poprzednie były dość pobieżne – ot, psiak przebiegł mi drogę, stado stojące gdzieś daleko pod lasem lub po prostu nocne zawodzenia. Najczęściej jednak widuję jedynie ślady ich łap. Tym razem zapowiadało się na coś bliższego i dłuższego, bo zwierzęta nie zamierzały odejść…
Zjedzą mnie, a ja nawet nie mam przy sobie dokumentów, by mnie zidentyfikowano – pomyślałam. Dobrze, że mój stary rower jest dość charakterystyczny i niejadalny.
Spojrzałam na swoją kurtkę – czerwona, bajkowa. Ciekawe, czy czerwony kolor prowokuje jakoś bardziej te zwierzęta? Sięgnęłam do kieszeni. Nie miałam tu nic, czym mogłabym się obronić. Telefon miałam. Wyjęłam go więc powolnym ruchem i wykręcam numer do męża. Nie odbiera. W takiej chwili nie odbierać!? Będzie żałował, gdy przyjdzie mu za kilka dni samotnie ubierać choinkę.
Tymczasem jeden wilk spokojnie odszedł w las (może te dwa też się znudzą i odejdą?), wyłonił się jednak po chwili z drugiej strony drogi. Tak jak te dwa z przodu, tak on z tyłu stał i patrzył. Otoczyły mnie, nie jest wesoło…
Delikatnie odłożyłam rower, rozejrzałam się za najbliższym wysokim drzewem i szybko oceniłam sytuację: spokojnie zdążę dobiec tam przed nimi. W chwili, gdy napinałam już mięśnie do ucieczki, usłyszałam głośny dźwięk telefonu wygrywającego znienawidzoną supermarketową kolędę – jakiś dowcipniś zmienił mi dźwięk dzwonka, bym przegrała w naszym konkursie! Wszystkie trzy wilki poderwały się jak oparzone i znikły, darowując mi w ten sposób nie tylko wolność, ale i życie.
Do tej pory nie miałam pojęcia, że zwierzęta również nie lubią nachalnej kampanii przedświątecznej i uciekają przed nią w las. Nie przypuszczałam również, że ta absolutnie znielubiona przeze mnie melodia uratuje mnie kiedyś z opresji!
Na zakończenie tej opowieści powinnam napisać o drobnych płatkach śniegu, które właśnie w tej chwili zakręciły się nade mną, i o dzwonkach z powozu Świętego Mikołaja, które usłyszałam zza drzewa, ale daruję sobie. Wesołych Świąt! 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.