okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Psia pogoda

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Na finiszu


Psia pogoda

Weronika Leczkowska
 
Biegnę sobie spokojnie po drodze, gdy nagle zza płotu wybiega pies i gryzie mnie boleśnie w kostkę. Drań jeden. Oglądam nogę – jest krew. Wbiegam więc za czworonogiem na posesję i pytam kobietę wieszającą pranie, czy szczepiony. Ta lekko spanikowana mówi, że owszem. Zanim jednak zdąży pobiec po papiery, ja biegnę już dalej. Bo wystygnę, bo stracę tempo, bo – cholera jasna – ten sierściuch przerwał mi (płynące z aktywności fizycznej) wydzielanie się endorfin! 
Dopiero gdy godzinę później docieram zziajana i ociekająca potem do domu (nie będę oszukiwała: bieganie jest bardzo przyjemne, ale nie jest ono moją mocną stroną), przychodzi otrzeźwienie. Muszę naocznie stwierdzić, czy ten zębaty potwór był szczepiony na wściekliznę.
Zjawiam się więc w tym samym miejscu (tym razem przyzwoicie, bo rowerem) kolejnego dnia. Podobnie jak wczoraj furtka otwarta, a kundel wybiega do mnie z paszczą. Dlaczego tym razem nie gryzie? Pewnie jestem spokojniejsza w ruchach, pewniejsza (ha, przewagą roweru nad bieganiem jest to, że jak mocniej pokręcisz pedałami, to zwykle uciekniesz przed bestią), w każdym razie po krótkiej wymianie zdań pies wraca na podwórko ze spuszczoną głową i podkulonym ogonkiem. Ja (oczywiście zadowolona z efektu wymiany myśli) za nim. Właścicielka jest, tym razem nie wiesza prania, ale jest bardzo zdziwiona moją wizytą. 
– Pani pokaże kostkę, taki mały pies, nic wielkiego stać się nie mogło.
Tymczasem pies podchodzi, delikatnie obwąchuje, nie jest znów taki zły…
– Trzeba kopnąć kundla, podwinie ogon i ucieknie. Wszyscy tak robimy – udziela mi dobrej rady gospodyni.
– Obejdzie się – odpowiadam już nieco zirytowana. Jeśli codziennością tego psa są kopniaki, nie dziwię się, że musi to sobie odreagować, gryząc przechodniów.
Oglądam papiery czworonoga i mówię kobiecie, że powinna psa zamykać, bo naraża się na niepotrzebne kłopoty…
– Pani, ale on nie zawsze taki. Raz ugryzie, innym razem tylko poszczeka…
– To podobnie jak ja – z reguły jestem spokojna, czasami jednak nerwy mi puszczają i kąsam. No i właśnie puściły mi w tym momencie.
Nie będę opisywała szczegółów dalszego dialogu. Wystarczy tylko napisać, iż obiecałam właścicielce, że będę pod jej domem codziennie (choćby po to, by obserwować zachowanie psa – szczepionki nie zawsze są skuteczne). Jeśli w tym czasie choć raz spotkam tego kundla biegającego luzem po drodze, skieruję sprawę na policję.
No i mam powód do codziennej aktywności fizycznej. Nawet w tę jesienną szarówkę. 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu: www.wronabezogona.pl.