okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2017 >> Z Edenu do sali pożegnań

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Na finiszu


Z Edenu do sali pożegnań

Sławomir Bajew
 
Odkąd pamiętam, spotykałem ludzi, którzy o nim mówili. W przeróżnych kontekstach. Był czasem dla mężczyzn, czasem dla kobiet, zdarzał się dla wędkarzy i kolarzy. Oryginał z Adamem i Ewą pozostawał niedoścignionym wyzwaniem dla wyobraźni. Do niedawna nie miałem bladego pojęcia, jak to jest, gdy tam trafiasz. Czy to możliwe, że cała sprawa to tylko kwestia szyldu? Nawet się nie spodziewałem, że snop światła zostanie skierowany na przynajmniej część nurtujących mnie rajskich zagadnień dzięki rowerowi. 
Późnym latem jechaliśmy z kumplem przez deszczową Polskę. Konkretnie z Poznania do Puław. Nie do końca było nam po drodze, ale coś ciągnęło nas w Góry Świętokrzyskie. Rozkład dnia, spadek formy i coś tam jeszcze spowodowało, że uszedłszy spod Łysicy czarownicom zlatującym się na sabat, zakończyliśmy dzień w jednym z większych miast regionu. Zmierzch zapadał równie szybko, jak kończyły się siły. Głównie moje. Z wywiadu ulicznego wynikało, że do najbliższego w miarę taniego (o taki nam właśnie chodziło) noclegu jest jeszcze z pięć kilometrów. W życiu nie dojadę! O, jakiś hotel marudzi w parku. Owszem, apartament jeden został za 280 złotych. Aż tak zmęczony nie jestem. Wzdycham i prawie po ciemku ruszamy.
Stop. Nie trzeba. Na rogu kołysze się szyld: „Eden”. W progu (chyba nie odleciała na sabat) złożona w scyzoryk staruszka o cerze suszonego pomidora, z papierochem w zębach. Całkiem spokojnie poleca nocleg za niewygórowaną cenę 20 złotych od łebka. 
W korytarzu mdłe światło pozwala nam trafić pod trójkę. Nad drzwiami szklana lukarna, jak w internacie. Zza ściany i drzwi sąsiedniej czwórki słychać podniesione męskie głosy. Jak nic, żłopią gorzałę. Omawiają bez krępacji swoje małżeńskie klęski i topią je, jedna po drugiej, w kieliszkach. Wstyd trochę wyznać, ale zwalam się do łóżka w opakowaniu. Nieprzytomny ze zmęczenia nie dostrzegam mało gustownych olejnych lamperii w majtkoworóżowym kolorze i brudnej pościeli. Gaszę się dwoma gaśnicami i zatykam uszy zatyczkami. Zapadam w rajski sen. Rano ciut zmieszany, że zasnąłem w stroju, biegnę pod prysznic. Uderza mnie smród lizolu pomieszanego z chlorem. Wyganiam karaluchy i staję pod chłodną wodą. Nie marudzę, ale gdy, wracając do pokoju, postrzegam przed nim panienkę z klientem oczekujących, aż opuścimy pokój, chcę szybko stąd wyjechać. Zaczyna mnie oblepiać atmosfera tego miejsca. 
Roweru nie zastaję w miejscu, gdzie go zostawiłem wieczorem. – Jest tam dalej – wskazując na drzwi w głębi, rzuca słowem pomidorowa staruszka. Wchodzę. Pomiędzy opartymi o ścianę trumnami stoją rowery. Przez uchylone drzwi widzę w sąsiednim pomieszczeniu kamienny stół do ubierania nieboszczyków i strzałkę z napisem „Sala pożegnań”. Wyczuwam słodkawy zapach. Muszę wyjść. Na powietrze. Na rower. Do południa czuję na sobie zapach „Edenu”. Smak pałęta mi się w ustach do kolacji. Wielowymiarowość tegoż „Edenu” zastanawia mnie do dziś. Wczoraj wybawienie, dziś piekło. Miejsce pożegnań i powitań kumpli, kochanków, rodzin. Wszystko w jednym miejscu: nawet z noclegiem. I do tego tanio. Kochani, podróże kształcą! Ważne, żeby jechać. Eden sam się znajdzie. Każdy taki, na jaki zasłużył. 

Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.