okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Rower, zawodnik i pies

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Styl życia >> Igor Tracz


Rower, zawodnik i pies

Z Igorem Traczem, mistrzem świata i Europy w bikejoringu, rozmawia Jakub Terakowski
Na mistrzostwach Europy z Jamalem, Czechy, 2016
Co to jest bikejoring?
– To dyscyplina sportu zaprzęgowego, w której kolarz górski wspomagany jest siłą pociągową psa.

A co w Pana życiu pojawiło się wcześniej: rower czy pies?
– Jak daleko sięgam pamięcią wstecz, zawsze w domu moich rodziców były psy, nie sportowe, nie zaprzęgowe, lecz zwyczajne domowe czworonogi. Wychowywałem się z psami, miałem z nimi dobry kontakt. Na rowerze nauczyłem się jeździć w wieku sześciu lat, a trenować zacząłem jako czternastolatek. Startowałem w zawodach górskich, a pod koniec lat 90. zająłem się organizacją rowerowej edycji Harpagana. To była moja pierwsza poważna praca związana z rowerami. Budowałem trasy rajdów, uczestniczyłem w zawodach. Psy i rowery istniały wówczas w moim życiu równolegle, niezależnie od siebie. Natomiast pierwszy pies obok mojego roweru pojawił się w roku 2000, na początku rekreacyjnie, dla czystej przyjemności, a później coraz bardziej sportowo.

Zaczęło się od psa rasy husky przygarniętego ze schroniska?
– Niezupełnie, ktoś kiedyś tak napisał i wersja ta wciąż funkcjonuje w mediach. Rzeczywiście szukałem psa w schronisku, lecz nie udało mi się znaleźć tak dużego i młodego, jak chciałem, więc dosłownie nazajutrz kupiłem suczkę rasy husky z ogłoszenia. Zależało mi na psie towarzyszącym w treningach, lecz przez myśl mi jeszcze wtedy nie przeszło, aby startować z nim w zawodach. Korzyść miała być obopólna: ja zapewniałem psu ruch, a pies mobilizował mnie do treningów. Od początku przypinałem go przed rowerem, bo psa znacznie łatwiej nauczyć biegać z przodu niż obok pojazdu. Pogoń za ofiarą, pogoń za czymkolwiek jest u psa instynktowna i sprawia mu mnóstwo frajdy, nie trzeba go zmuszać do biegu. Zacząłem czytać książki o psach, poznałem ludzi uprawiających sport zaprzęgowy, towarzyszyłem im w treningach, jeździłem jako pomocnik na zawody, w końcu wystartowałem, wygrałem jakieś pierwsze lokalne wyścigi, krok po kroku uczyłem się, wciągnęło mnie.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Archiwum Igora Tracza