okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Cisza. Wchodzę do innego świata

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Na szlaku >> Szkocja: Edynburg i okolice


Cisza. Wchodzę do innego świata

Anita Demianowicz
Ze wzgórza Calton Hill rozciąga się piękna panorama na Edynburg
Szkocja kojarzyła mi się zawsze z zielonymi wzgórzami otulonymi mgłą oraz z mrocznym klimatem miast tonących w nieustającym deszczu. Tymczasem Edynburg powitał mnie temperaturą prawie 30 stopni, błękitnym niebem i panoramami miasta skąpanymi w złocistych promieniach zachodzącego słońca.
 
Poranek jest gwarny i tłoczny. Mimo wczesnej godziny ulice zalewa wielobarwny tłum. Klauni, panie w satynowych, długich sukniach, postaci jak z „Gwiezdnych wojen” krążące między spieszącymi do pracy dżentelmenami w garniturach i leniwie popijającymi kawę turystami – w najlepsze trwa Fringe Festival, coroczne wydarzenie teatralne, muzyczne i taneczne.
Na początek chcę wyrwać się z miasta. Skorzystać z idealnej na rower słonecznej pogody. Błękitne niebo bez ani jednej chmurki to nieczęsty ponoć widok w tym kraju. Jest obietnicą dobrze spędzonego dnia.
Ruszam w stronę zamku Craigmillar, który znajduje się zaledwie pięć kilometrów od miasta. Jadąc przez zatłoczoną i zakorkowaną stolicę, szybko stwierdzam, że rower to najlepszy środek transportu w Edynburgu. Z łatwością lawiruję między samochodami i autobusami, nie tracąc czasu na przystankach autobusowych i na stanie w korkach. A korkują się nie tylko ulice, ale i chodniki. Ludzie przeciskają się między wystawionymi na ulicy stolikami i krzesłami, które skwapliwie zajmują turyści. I oczywiście między innymi podróżnikami, z których każdy wyszedł na zwiedzanie miasta już z samego rana, by jak najwięcej zobaczyć i jak najdłużej nacieszyć się wizytą w stolicy Szkocji.
Jadę więc rowerem z delikatnie owiewającym twarz wiatrem i cieszę się z rowerowego wyboru. Szybko znajduję się poza ścisłym centrum, a w pewnym momencie mam nawet wrażenie, jakbym zostawiła je wiele kilometrów za sobą. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Anita Demianowicz