okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Polaków w gościnie mamy!

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Korespondencja >> Rosja: Syberia


Polaków w gościnie mamy!

Adela Tarkowska
Polscy mieszkańcy dalekiej Syberii

Do Rosji przylatujemy z Korei Południowej. Już pierwsze chwile wywołują u mnie niespodziewane emocje. Z Polski wyjechałam ponad sześć lat temu i nigdy dotąd w podróży nie czułam tęsknoty za krajem. Teraz jednak stoję na środku lotniskowej hali, patrzę na przypominające rodzime, słowiańskie twarze, słyszę podobny do ojczystego język i przepełnia mnie trudna do opisania radość. 

W Irkucku poznajemy Pawła – mieszkającego tu od lat Polaka – podróżnika i właściciela biura turystycznego, który motorem zjeździł Syberię wzdłuż i wszerz. Szybko odnajdujemy wspólny język. Paweł zaprasza nas pod swój dach oraz oprowadza po Irkucku. Miasto robi na nas duże wrażenie. Założony w 1661 roku Irkuck przez długie dekady był ważnym węzłem łączącym szlaki handlowe pomiędzy Rosją, Chinami i Mongolią. W XIX wieku do Irkucka wygnano rosyjską elitę – poetów, malarzy, aktorów, pisarzy. Przywieźli oni ze sobą dorobek zarówno materialny, jak i artystyczny, dzięki czemu stworzyli tu przepiękne miasto, które stało się stolicą kulturalną dalekiej Syberii, zyskując jednocześnie przydomek Paryża Syberii. Dziś o dawnej świetności Irkucka świadczą wspaniałe, drewniane domy z pięknie rzeźbionymi okiennicami i gzymsami. Niestety większość z nich, mocno nadgryziona zębem czasu, popada powoli w ruinę. 
Dzięki Pawłowi trafiamy również do Wierszyny – oddalonej od Irkucka ponad 100 kilometrów polskiej wsi na Syberii. Prowadzi tu najpierw wątpliwej jakości asfalt, następnie jedziemy wyboistą polną drogą – zresztą jedyną, jaka w ogóle dociera do wioski. Za Wierszyną jest już tylko tajga. Podczas wiosennych roztopów droga zamienia się w bagno i wioska jest zupełnie odcięta od świata. Gdy wjeżdżamy do niej, mam wrażenie, że znalazłam się w jakiejś bajce! Wzdłuż drogi stoją piękne malowane domy, z kolorowymi płotami i rzeźbionymi ozdobnie okiennicami. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Krzysztof Józefowski