okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> Wsiadaj pan!

nowości

Lusterko bez wibracji

Sehen to ciekawe rozwiązanie dla miejskich cyklistów. Montowane do ramki okularów minilusterko pozwala zawsze wiedzieć, co dzieje... »

Widoczna kamizelka

Próbowaliście kiedyś pokonać 100 kilometrów w kamizelce odblaskowej? Niektóre modele sprzedawane w marketach potrafią po... »

Bateria współdzielona

Australijczycy z firmy Knog postanowili przedefiniować sposób patrzenia na kwestię oświetlenia i dystrybucji energii. Ich nowy produkt pod... »

Opony na zielono

Opona rowerowa składa się z wielu różnych materiałów, jednak bieżnik jest w całości wykonany z gumy i stanowi od 70 do 80... »

Przyczepka z piórowymi resorami

Nowość w przyczepkach Qeridoo! Kidgoo, najmłodsze „dziecko” niemieckiego producenta, to przyczepka oparta na zawieszeniu zbudowanym z... »

Nerki wracają do łask

Nieodzowny atrybut każdego handlarza na bazarze w latach 90., czyli tak zwana torebka nerka, wraca do łask – producenci przygotowują modne i... »

poradniki

Mała dziura, wielki problem

Złapać gumę, kapcia lub po prostu przebić oponę. Niezależnie od nazwy skutek jest ten sam – przymusowa przerwa na naprawę. Załatanie... »

Nie daj się słocie

Jak przetrwać jesień i zimę na rowerze? Praktyczna zasada, którą kierują się doświadczeni cykliści, brzmi: na rower ubierajcie się w... »

Na finiszu


Wsiadaj pan!

Sławomir Bajew
 
Gdybym dysponował systematycznością jednego z moich kolegów (nazwisko do wiadomości redakcji) piszących na łamach „Rowertouru”, mógłbym sprawdzić, ile czasu minęło od chwili napisania przeze mnie felietonu na temat jeżdżenia z rowerem pociągami. Ale nie mam takiej systematyczności i nie sprawdzę. Pamiętam jednak, że był to tekst, w którym nieomal piałem z zachwytu, gdy udało mi się przejechać z rowerem i sakwami z Poznania do Przemyśla. Do tego z przesiadką w Warszawie bez jakichkolwiek problemów, w klimatyzowanych wagonach, ze specjalnie na rowery wydzielonym miejscem, na które dodatkowo miałem oko ze swojej wypasionej miejscówki. Ponad 700 kilometrów w niespełna siedem godzin! 
Jednak po ostatnich doświadczeniach z koleją mam wrażenie, że jest to historia tak odległa, że niemal nieprawdziwa. Wydawać by się mogło, że będzie szło ku lepszemu. Kilka zarządów kolei regionalnych w Polsce zdecydowało się nawet na darmowe przewożenie rowerów. W pociągach IC pojawiły się wagony z miejscem na rowery (jeżdżą nawet w zimie). Pewnym mankamentem jest fakt, że o ile pasażer może przez internet kupić bilet dla siebie, o tyle już w tymże internecie nie ma możliwości zakupu biletu dla pupila (w tym wypadku: roweru). 
Pozwólcie, że zastosuję tu metodę freudowskiej psychoterapii (ja leżę, Wy słuchacie i kiwacie głowami) i opowiem, co mnie w tej materii spotkało w dniach ostatnich. Uwaga: uruchamiam strumień świadomości. Początek urlopu, PKP i rower, kierunek Puławy, objazdy na trasie Poznań – Warszawa i Warszawa – Lublin. Sobota rano. Tłok. Nie mogę dokupić w kasie biletu na rower, w drugiej też nie. Konduktor mówi: Wsiadaj pan! Biegnę, gdzie kazał mi wsiąść. Tam w przedsionku dziewięć osób i ich bagaże bez możliwości przemieszczania się i z nadzieją, że się jednak nie będę pchał. Jeden koleś na wesołym odcinku kaca: Dawaj, zmieścimy się! Miał rację. Stoję na jednej nodze. Komuś udało się wejść do toalety i w ten sposób zrobiło się ciut miejsca. Rower chroni mnie przed kopnięciami chcących przejść. Z peronu wali w drzwi facet w rowerowym kasku. Ma też niestety rower. Konduktor upchnął jakimś cudem jeszcze ten duecik, choć wydawało się to wbrew prawom fizyki. Teraz już tylko rozkoszne sześć godzin w jednej pozycji i skład wypluwa mnie na dworcu Warszawa Zachodnia. 
Nie dokupiłem biletu na rower, bo konduktor z powodu tłoku nie dotarł do nas. Darmo przewiozłem rower Kolejami Mazowieckimi najpierw do Radomia, a potem do Dęblina. W Dęblinie zabrał mnie do samochodu brat po 11 godzinach podróży na dystansie nieco ponad 400 kilometrów. Przypomniała mi się młodość i podróże w stanie wojennym, a przecież: przywołanie młodości doświadczeniem jest bezcennym, nieprawdaż? – zapytują kolejarze. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.