okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 10/2017 >> Na gorąco smakuje najlepiej

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Korespondencja >> Boliwia


Na gorąco smakuje najlepiej

Wojciech Ganczarek
Droga gruntowa z San Rafael do San José: zieleń dookoła, błękitne niebo i święty spokój bez zakłóceń

Pierwsze drzewo od… No właśnie, od jak dawna? Radość objawia się automatycznie, bez mojej wiedzy. Gdybym mógł wówczas siebie zobaczyć, powiedziałbym: zobaczyłem, jak uśmiech wypływa mi na twarz. Nie widziałem się jednak, napiszę więc: poczułem, jak kąciki ust podnoszą się milimetr po milimetrze.

Dla rowerzystów Boliwia to płaskowyż Altiplano. Może nie zawsze i nie dla wszystkich, ale na pewno – zazwyczaj. Boliwia,  czyli 200 kilometrów po Salar de Uyuni – solnisku, pozostałości po wyschniętym słonym jeziorze; księżycowe krajobrazy od La Paz po argentyńską lub chilijską granicę, ból głowy, zimno i brak tlenu na prawie czterech tysiącach metrów nad poziomem morza. Ale wystarczy bardzo powierzchownie rzucić okiem na mapę Boliwii, aby przekonać się, że oprócz szarawej plamy oznaczającej góry mamy również plamy zielone (dżungla) i żółte (pampa). Mało tego: plama szara jest stosunkowo mała. Tak naprawdę zimne Altiplano zajmuje zupełnie niewiele, bo tylko nieco ponad jedną czwartą boliwijskiego terytorium. A co z pozostałą, nizinną strefą kraju? Jak smakuje Boliwia na gorąco?
Zawsze byłem dobrym uczniem i studentem, więc zadanie domowe odrobiłem na pięć. Górskie rejony objechałem ze starannością godną Białorusina (tu taka dygresja: bo jakby Czytelnik nie wiedział, Białorusini są Niemcami wśród Słowian, warto propagować takie pozytywne stereotypy o sąsiadach). Po peruwiańskim rajdzie brzegiem jeziora Titicaca wpadłem do Copacabany, gdzie za bezcen kupiłem nowy i całkiem porządny śpiwór puchowy. Dalej przez La Paz, Oruro i Challapatę zjechałem do Salinas. Dalej La Paz, Oruro, Challapata, zjazd na Salinas, Wigilia Bożego Narodzenia z nocną załogą szpitala, kolejno bezdroża białych tafli Salar de Uyuni i dwieście kilometrów nowego asfaltu aż do Potosi.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Wojciech Ganczarek