okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 10/2017 >> Tata na siodle, syn w foteliku

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Na szlaku >> Jura Krakowsko-Częstochowska


Tata na siodle, syn w foteliku

Szymon Gruszewski
Pierwsza wspólna, prawdziwa męska przygoda

Wreszcie. Nasza pierwsza, prawdziwa męska przygoda. Taty Szymona i Ignacego – lat dwa i pół. Tak można podsumować lipcowy weekend w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, którą przemierzyliśmy Jurajskim Rowerowym Szlakiem Orlich Gniazd. Tata na siodle, syn w foteliku.

Decyzja o wyjeździe zapadła dosyć spontanicznie, około dwóch tygodni przed samą wycieczką. Skoro świt wyjeżdżamy pociągiem z Warszawy do Częstochowy. Jedna z większych obaw, które miałem przed wyjazdem, dotyczyła tego, jak poradzimy sobie z wejściem do i wyjściem z pociągu. Zupełnie niepotrzebnie. Okazuje się, że bez problemu możemy liczyć na pomoc innych podróżnych. W pociągu spotykamy dwóch rowerzystów, którzy wybierają się na znacznie dłuższą wyprawę niż my, ale również startują w Częstochowie.
Częstochowa i Jurajski Rowerowy Szlak Orlich Gniazd rozpoczyna się pod Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Z dworca to prosta droga. Odwiedzamy jeszcze punkt informacji turystycznej, kupujemy dokładną mapę i do przodu. Od razu pod górę, chociaż nie dosłownie. Szlak w Częstochowie jest bardzo słabo oznakowany, w zasadzie nie widzimy żadnych oznaczeń. Kierujemy się na Olsztyn i jakoś sobie radzimy. Stąd wyjeżdżamy już szlakiem rowerowym – Zrębice Pierwsze, Zrębice Drugie, Krasawa i trach. Łańcuch pęka po raz pierwszy. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z taką sytuacją. Nie bardzo wiem, jak się zabrać za naprawę. Telefon do mamy Olgi z prośbą o ewakuację to ostatnia opcja, jaką mam w głowie. Szukając mechanika w Krasawie, trafiam na panią, której tata chyba już niejeden łańcuch wcześniej naprawiał. No i naprawia także mój. Ignacy korzysta z gościnności tubylca Mateusza i jego zabawek, a ja mam chwilę, żeby przyjrzeć się temu, o co z tym łańcuchem w ogóle chodzi.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Szymon Gruszewski