okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 10/2017 >> Tam, gdzie kończą się Bałkany

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Na szlaku >> Kreta


Tam, gdzie kończą się Bałkany

Maciej Kot
Silny wiatr w plecy pomagał nam w pierwszych dniach wycieczki

Nasz plan był prosty: jechać tam, gdzie da się uciec przed polską jesienią, gdzie w komfortowych warunkach da się spać w namiocie, a w trakcie dnia dziewczyny będą mogły poszaleć w ciekawych dla nich miejscach. Te cieplarniane warunki były wymagane z jednego ważnego powodu – pierwszy raz ruszaliśmy na rowery we czwórkę i po raz pierwszy z dwuosobową przyczepką.

Zmiana niby niewielka, ale nie chcieliśmy ani zbyt skomplikowanej logistyki na początek, która po nocnym lądowaniu kończyłaby się jazdą w nocy po krzakach, jak na Gran Canarii, ani konieczności wożenia ubrań na każdą możliwość pogodową, jak w Serbii.
Szczególnie zimny i deszczowy koniec lata w środkowej Europie sprawił, że odrzuciliśmy wszystkie opcje samochodowe oraz bliższe samolotowe i tydzień przed odlotem zarezerwowaliśmy bilety na wciąż jeszcze gorącą i słoneczną Kretę.
Helena, debiutujący, dziewięciomiesięczny członek ekipy, pod którego dostosowaliśmy plany, nie miała – jak się potem okazało – specjalnych wymagań ani obiekcji: wsadzona do samolotu – leciała, do przyczepki – jechała, a do namiotu – spała. Jej starsza o trzy lata siostra Milena, zaprawiona już w życiu obozowym, leciała z wielką nadzieją na codzienne kąpiele w morzu i zobaczenie najprawdziwszej różowej plaży, a radość na myśl o dzieleniu przyczepki z siostrą była niezwykle szczera i urocza.
Optymistyczni rodzice nabierali pewnych wątpliwości powoli: nie tak szybko da się przecież dodać wagę dzieci (ok. 28 kg) do wagi przyczepki (ok. 15 kg) i odchudzonego bagażu taty (ok. 12 kg). A po tym dodawaniu wątpliwości dotyczyły już tylko tego, po co dodawać dalej, bo przecież wodę, pieluchy, zabawki i tak trzeba będzie zabrać do pakownego wózka, a mama i tak będzie musiała wozić kilka kilogramów więcej niż zawsze.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Maciej Kot