okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Od największego do najmniejszego

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Na szlaku >> Mazowsze: okolice Warszawy


Od największego do najmniejszego

Wojciech Osiński
Na moście wzdłuż Jeziorki w Prażmowie. Z tyłu budynek starej gorzelni
Na początek szybki quiz. Jakie jest największe miasto w Polsce pod względem liczby mieszkańców? Proste pytanie, wiadomo, że Warszawa. A jakie jest najmniejsze? Yyyy..., nooo..., nie wiem. Tak pewnie odpowiedziałaby większość z Was. No właśnie, ja też kiedyś nie wiedziałem, ale się dowiedziałem i okazało się, że z Warszawy do Wyśmierzyc wcale nie jest tak daleko, żeby nie dało się tej drogi pokonać w jeden dzień.
 
Jeśli się żyje w Warszawie i codziennie zaczyna to życie przy ruchliwej ulicy około 9-10 rano, widok stolicy o godzinie piątej szokuje. Pusto, cicho. Świeci słońce, jest rześko, zapach spalin z wczorajszego wieczoru gdzieś się ulotnił, a nasmarowany rower po wyprowadzeniu z piwnicy na podwórko krzyczy: „No, jedźmy już!”. Dobra, dobra, już jedziemy.
Zanim jednak ruszymy, krótkie wprowadzenie. Jednodniowa, długodystansowa jazda, zakończona o ustalonej porze, jaką jest na przykład odjazd ostatniego pociągu Kolei Mazowieckich z Warki do Warszawy o godzinie 21, rządzi się ważnymi zasadami. Ja ich wszystkich na pewno nie znam, ale kilku warto się trzymać. Po pierwsze, trzeba w miarę dokładnie zaplanować trasę. Po drugie, pierwszy etap pokonać jak najszybciej. Oczywiście, nie chodzi o jak najszybszą jazdę, bo zamiast przejechać 200 kilometrów, po 40 mielibyśmy dość, raczej o jej płynność i jak najmniej postojów. Kolejna sprawa to odpowiednio częste jedzenie i picie, a następnie nietestowanie nowych rzeczy – siodełka, ubrania (spodenki!) albo – o zgrozo! – roweru. Więcej zasad nie pamiętam.
Trasę zaplanowałem. Wujek Google powiedział, że najkrótszą drogą – licząc z dojazdem z Wyśmierzyc do Warki – wyszłoby jakieś 120 kilometrów. No, ale przecież jazda drogą zaznaczoną na mapie na czerwono w żaden sposób nie nadawałaby się do opisania w „Rowertourze”, a biorąc pod uwagę ruch samochodowy na trasie Warszawa – Białobrzegi, nie wiem, czy w ogóle mógłbym jeszcze kiedykolwiek coś napisać. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Wojciech Osiński