okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Od muflona do gęsiraptora

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Na szlaku >> Sudety Środkowe: Góry Wałbrzyskie


Od muflona do gęsiraptora

Tomasz Larczyński
Widok z Szerzawy na Rybnicki Grzbiet: w centrum wulkany Borowej i Wołowca, a przed Wołowcem – Kamienna
Trudno chyba o góry o gorszej prasie niż Wałbrzyskie. Kojarzyć się mogą raczej z hałdami żużlu, wystającymi z ruin tak zwanego polskiego Donbasu niż z czymś, po czym da się pedałować. Już nie mówiąc o tym, aby specjalnie dla nich jechać przez całą Polskę. Na jeden dzień. Ja jednak nie wahałem się ani chwili.
 
Powód pierwszy to fakt, że są to Sudety. A ja jako fan pasma dam się pokroić za tezę, że w Sudetach nie ma miejsc nieciekawych. To, by w zasadzie zamykało dyskusję, niemniej są i dalsze argumenty, mianowicie Trójgarb, który dzięki swemu jakże charakterystycznemu, oddanemu w nazwie kształtowi (doprecyzowuje go nazwa niemiecka – Sattelwald, czyli Las Siodłowy) wybija się w panoramach z licznych szczytów Sudetów Środkowych i Zachodnich. I to wybija na tyle skutecznie, że w końcu zaczął mnie denerwować tym, że jeszcze na niego nie wjechałem. Wreszcie znaleziona gdzieś tam w odmętach internetu informacja, że oto grupka wałbrzyszan otworzyła niszczejące, przedwojenne schronisko, połączone z wieżą widokową na Chełmcu. Przy dużej wysokości względnej tego wygasłego wulkanu dawało to nadzieję na sporo różnorakiej falistości w zasięgu wzroku. Zatem wsiadam w Sudety (tu akurat chodzi o pociąg TLK) i jadę.
A długość wyprawy? Cóż, w życiu wielu z nas przychodzi moment, w którym obowiązki zawodowo-rodzinne skracają czas, który można przeznaczyć na męczenie podjazdów, zwłaszcza, kiedy mieszka się na Kaszubach, czyli od gór dość daleko. W efekcie kolejne krótkie wypady w Sudety stopniowo się skracały, aż pozostał mi z nich jednodniowy ogryzek: dwie noce w pociągu i między nimi jeden dzień na kręcenie. Na początku taki pomysł wydawał się straceńczy (a wszystkim moim znajomym wydaje się takim do dziś), niemniej ogryzek okazał się mieć w sobie zaskakująco dużo smaku i od paru lat z powodzeniem wcielam ten pomysł w życie, zachęcając do niego szanownych Czytelników. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Tomasz Larczyński