okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2017 >> Od muflona do gęsiraptora

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Na szlaku >> Sudety Środkowe: Góry Wałbrzyskie


Od muflona do gęsiraptora

Tomasz Larczyński
Widok z Szerzawy na Rybnicki Grzbiet: w centrum wulkany Borowej i Wołowca, a przed Wołowcem – Kamienna
Trudno chyba o góry o gorszej prasie niż Wałbrzyskie. Kojarzyć się mogą raczej z hałdami żużlu, wystającymi z ruin tak zwanego polskiego Donbasu niż z czymś, po czym da się pedałować. Już nie mówiąc o tym, aby specjalnie dla nich jechać przez całą Polskę. Na jeden dzień. Ja jednak nie wahałem się ani chwili.
 
Powód pierwszy to fakt, że są to Sudety. A ja jako fan pasma dam się pokroić za tezę, że w Sudetach nie ma miejsc nieciekawych. To, by w zasadzie zamykało dyskusję, niemniej są i dalsze argumenty, mianowicie Trójgarb, który dzięki swemu jakże charakterystycznemu, oddanemu w nazwie kształtowi (doprecyzowuje go nazwa niemiecka – Sattelwald, czyli Las Siodłowy) wybija się w panoramach z licznych szczytów Sudetów Środkowych i Zachodnich. I to wybija na tyle skutecznie, że w końcu zaczął mnie denerwować tym, że jeszcze na niego nie wjechałem. Wreszcie znaleziona gdzieś tam w odmętach internetu informacja, że oto grupka wałbrzyszan otworzyła niszczejące, przedwojenne schronisko, połączone z wieżą widokową na Chełmcu. Przy dużej wysokości względnej tego wygasłego wulkanu dawało to nadzieję na sporo różnorakiej falistości w zasięgu wzroku. Zatem wsiadam w Sudety (tu akurat chodzi o pociąg TLK) i jadę.
A długość wyprawy? Cóż, w życiu wielu z nas przychodzi moment, w którym obowiązki zawodowo-rodzinne skracają czas, który można przeznaczyć na męczenie podjazdów, zwłaszcza, kiedy mieszka się na Kaszubach, czyli od gór dość daleko. W efekcie kolejne krótkie wypady w Sudety stopniowo się skracały, aż pozostał mi z nich jednodniowy ogryzek: dwie noce w pociągu i między nimi jeden dzień na kręcenie. Na początku taki pomysł wydawał się straceńczy (a wszystkim moim znajomym wydaje się takim do dziś), niemniej ogryzek okazał się mieć w sobie zaskakująco dużo smaku i od paru lat z powodzeniem wcielam ten pomysł w życie, zachęcając do niego szanownych Czytelników. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Tomasz Larczyński