okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2017 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


W czasie, gdy w »bogatych« polskich miastach buduje się na kredyt wydzielone drogi dla rowerów, w »ubogiej« Szwajcarii maluje się pasy na już istniejących ulicach lub zamyka je dla samochodów”. Takim oto kontrowersyjnym zdaniem zaczyna swoją opowieść o szwajcarskiej Lucernie Marek Rokita. A wie, o czym pisze, bo to średniej wielkości miasto (około 80 tysięcy mieszkańców), położone nad brzegiem Jeziora Czterech Kantonów, sam przejechał wszerz i wzdłuż, korzystając z tamtejszych rozwiązań drogowych, a konkretnie pasów rowerowych, wyrysowanych wprost na jezdniach. I rzeczywiście trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek polskie miasto, w którym rowerzyści mieliby do dyspozycji nawet i po trzy pasy ruchu, do tego po trzy w każdym kierunku jazdy. Rowerzyści posłusznie poruszają się tymi pasami, z należytą prędkością i w poszanowaniu towarzyszących im kierowców, których mają na wyciągnięcie ręki. Jednocześnie respektują zakaz jazdy po chodnikach, co jest tym łatwiejsze, że w Lucernie praktycznie nie występują ciągi pieszo-rowerowe, tak dobrze znane z polskiej rzeczywistości. Kiedy zaś przychodzi pora, zostawiają swe jednoślady na parkingach dla rowerów, które zawsze znajdują się tam, gdzie zaczyna się strefa piesza. Te rozwiązania to wynik dyskusji, która toczy się nie tylko w Lucernie, ale i w innych szwajcarskich miastach o separowaniu pieszych nie tylko od kierowców, ale i rowerzystów. Istotnym powodem, poza ograniczeniami infrastrukturalnymi (po prostu nie ma miejsca na budowę nowych dróg rowerowych), jest szybko rosnąca w mieście liczba rowerów elektrycznych i brzemienne w skutki kolizje oraz wypadki z ich udziałem, zarówno dla pieszych, jak i samych rowerzystów. Stąd pomysł na pasy ruchu dla rowerów i wyprowadzenie rowerzystów na ulice, co w Lucernie stało się najważniejszym elementem infrastruktury drogowej. Od ruchu samochodowego pasy dla jednośladów oddzielone są kolorem żółtym, a w newralgicznych miejscach (na przykład na niektórych śluzach rowerowych czy w miejscu przecięcia się ruchu rowerowego z ogólnym) podkreślone kolorem czerwonym. Pasy przez miasto prowadzą rowerzystę jak po stole i to nie tylko dlatego, że sama Lucerna jest raczej płaska – nawet jeśli ten musi wjechać na poziom chodnika, to albo nie ma on krawężnika, albo też jest to tak zwany krawężnik zerowy. Warto spojrzeć na skan sieci (w pełnym tego słowa znaczeniu) z infrastrukturą rowerową, umieszczony przy artykule, aby przekonać się, że kilkunastoprocentowy dziś udział rowerów w ruchu miejskim nie wziął się z niczego. 
Rozwiązanie prosto z Lucerny wydaje się idealne, choćby z punktu widzenia kosztów, przecież wystarczy tylko wymalować pasy… Pozostaje pytanie, czy praworządnych i uporządkowanych Szwajcarów – zarówno kierowców, jak i rowerzystów (mój znajomy mówi, że Szwajcar najpierw zastosuje się do prawa, a potem zacznie myśleć, czy na pewno ma ono sens) – można przyrównać do rodzimych użytkowników dróg, którzy jedni i drudzy – traktują przepisy wybiórczo i grają przede wszystkim na siebie?
 Zapraszam do lektury
 
Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna