okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 9/2017 >> Ile kto ma cierpliwości, tyle ma mądrości

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Korespondencja >> Kambodża


Ile kto ma cierpliwości, tyle ma mądrości

Daniel Kocuj
Angkor Wat – największa świątynia na świecie
Niezrównaną zaletą podróżowania, przynajmniej dla mnie, jest to, że nigdy nie wiem, kiedy spotkam na swojej ścieżce kogoś interesującego. Nauczyciel może dosłownie wyrosnąć znikąd, dać mi lekcję życia i zniknąć równie szybko, jak się pojawił. Jeżeli nie jestem wystarczająco uważny, przegapię cenną lekcję, a spotkanie okaże się bezowocne.
 
Od granicy z Kambodżą dzieli mnie dzień drogi – dzisiejszy. Kończę śniadanie w przydrożnej jadłodajni, gdy zauważam sakwiarza, zmierzającego w tym samym kierunku, co ja. Szybko wpycham resztę ryżu, zapijam jogurtem, zostawiam na stole parę banknotów i udaję się w pościg. Nawet krótka rozmowa sprawi, że nudna i prosta droga szybkiego ruchu stanie się bardziej znośna. Przybysz wiezie tylko dwie 
sakwy (ja sześć), w dodatku jedzie szybszym tempem. Dogonienie go zajmuje mi dobre dziesięć minut. Jego wehikuł zdobi flaga podobna do flagi Meksyku, ale symbol pośrodku jest jakiś inny. Włochy. Giovanni ma 72 lata i jedzie z Bangkoku do Hanoi, przez Tajlandię, Kambodżę, Laos i Wietnam. Jedne z pierwszych jego słów, jakie do mnie kieruje, brzmią: (tu: wyobraź sobie, Czytelniku, włoski akcent i charakterystyczną, bardzo energiczną gestykulację ręki) „It’s too hotta! Ta droga jest straszna! Nic na niej nie ma! No cafeteria! No espresso!”. Tekst, który bawi mnie i każdego, komu go przytoczę jeszcze przez długi czas. Prawdziwy Włoch, emerytowany fabrykant obuwia (jakże by inaczej?) przylatuje do Azji i dziwi się, że nie widać śladu espresso.
Łączymy siły, aby w ukropie razem dotrzeć do Aranyaprathet, małej mieściny na granicy z Kambodżą. Giovanni woli odłożyć przekroczenie granicy na jutro, na co przystaję. Postanawiam tymczasowo dostosować się do starszego kompana, gdyż na rękę są mi szybsze tempo w jego tunelu powietrznym, wcześniejszy fajrant i cena pokoju w hotelu zmniejszona o połowę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Daniel Kocuj