okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Ile kto ma cierpliwości, tyle ma mądrości

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Korespondencja >> Kambodża


Ile kto ma cierpliwości, tyle ma mądrości

Daniel Kocuj
Angkor Wat – największa świątynia na świecie
Niezrównaną zaletą podróżowania, przynajmniej dla mnie, jest to, że nigdy nie wiem, kiedy spotkam na swojej ścieżce kogoś interesującego. Nauczyciel może dosłownie wyrosnąć znikąd, dać mi lekcję życia i zniknąć równie szybko, jak się pojawił. Jeżeli nie jestem wystarczająco uważny, przegapię cenną lekcję, a spotkanie okaże się bezowocne.
 
Od granicy z Kambodżą dzieli mnie dzień drogi – dzisiejszy. Kończę śniadanie w przydrożnej jadłodajni, gdy zauważam sakwiarza, zmierzającego w tym samym kierunku, co ja. Szybko wpycham resztę ryżu, zapijam jogurtem, zostawiam na stole parę banknotów i udaję się w pościg. Nawet krótka rozmowa sprawi, że nudna i prosta droga szybkiego ruchu stanie się bardziej znośna. Przybysz wiezie tylko dwie 
sakwy (ja sześć), w dodatku jedzie szybszym tempem. Dogonienie go zajmuje mi dobre dziesięć minut. Jego wehikuł zdobi flaga podobna do flagi Meksyku, ale symbol pośrodku jest jakiś inny. Włochy. Giovanni ma 72 lata i jedzie z Bangkoku do Hanoi, przez Tajlandię, Kambodżę, Laos i Wietnam. Jedne z pierwszych jego słów, jakie do mnie kieruje, brzmią: (tu: wyobraź sobie, Czytelniku, włoski akcent i charakterystyczną, bardzo energiczną gestykulację ręki) „It’s too hotta! Ta droga jest straszna! Nic na niej nie ma! No cafeteria! No espresso!”. Tekst, który bawi mnie i każdego, komu go przytoczę jeszcze przez długi czas. Prawdziwy Włoch, emerytowany fabrykant obuwia (jakże by inaczej?) przylatuje do Azji i dziwi się, że nie widać śladu espresso.
Łączymy siły, aby w ukropie razem dotrzeć do Aranyaprathet, małej mieściny na granicy z Kambodżą. Giovanni woli odłożyć przekroczenie granicy na jutro, na co przystaję. Postanawiam tymczasowo dostosować się do starszego kompana, gdyż na rękę są mi szybsze tempo w jego tunelu powietrznym, wcześniejszy fajrant i cena pokoju w hotelu zmniejszona o połowę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Daniel Kocuj