okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2017 >> Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Korespondencja >> Alaska


Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda

Daria Grzybowska
Typowy, wręcz pocztówkowy krajobraz Alaski – ośnieżone szczyty gór, wartko płynące, krystalicznie czyste rzeki i dzika przyroda
 
Pamiętam jak dziś, gdy w 2013 roku po raz pierwszy pakowaliśmy nasze rowery na wyjazd. Wszystko wtedy wydawało się takie trudne. Wizja lotu po raz pierwszy do Azjii była czymś niesamowitym, tym bardziej, że właśnie tam zaczynała się nasza rowerowa przygoda. 
 
Będąc jeszcze w naszym wygodnym mieszkanku w Polsce, nie wiedzieliśmy dokładnie, gdzie dojedziemy. I tak prawie cztery lata później dojechaliśmy do Nowego Jorku, gdzie los próbował zatrzymać nas na dłużej, jednak tak do końca się nie daliśmy. Po pół roku siedzenia w jednym miejscu coraz częściej wracaliśmy wspomnieniami do naszej wyprawy i czuliśmy motyle w brzuchu, które nie mogą się doczekać chwili, gdy znów ruszymy w podróż. I tak też właśnie zrobiliśmy! Pewnego dnia kupiliśmy kolejny bilet w jedną stronę i w ciągu paru godzin przenieśliśmy się z pełnego sztuczności i przepychu betonowego Nowego Jorku na... Alaskę.
Lot minął bardzo szybko, z przesiadką w Portland liniami Alaska Airlines. Mając wcześniej dużo czasu, dokładnie przygotowaliśmy rowery do lotu, budując solidne kartony, foliując i obklejając taśmą dookoła. Jednak na lotnisku pani celniczka jednym ruchem noża rozkroiła je na dwie części, aby sprawdzić, czy w środku nie ma czegoś, czego być nie powinno. I się nie pomyliła! W środku, oprócz, oczywiście, naszych rowerów, są niezastąpiona w każdej szerokości geograficznej maczeta i gaz na niedźwiedzie, którego teoretycznie przewozić samolotem nie wolno. Słysząc jednym uchem rozmowę celniczki z kierownikiem, domyślamy się, że nasz nowy nabytek pewnie zaraz wyląduje w koszu na śmieci. Jednak argument o wyprawie rowerowej, chęci spania pod namiotem pośród alaskich i kanadyjskich lasów przekonuje pracowników lotniska, którzy sami stwierdzają, że ochrona przed głodnymi i budzącymi się ze snu misiami musi być. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marcin Grzybowski