okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 8/2017 >> Śladem ginących rzek

poradniki

Hamak podróżny

Miłośnicy włóczęgi nie tylko na dwóch kółkach z pewnością docenią nowe możliwości, jakie niesie zaopatrzenie się w... »

Prezent dla cyklisty

Szał świątecznych zakupów w pełni. Kto jeszcze nie zdobył kompletu prezentów dla rodziny i znajomych, ten nie uniknie kolejek, w... »

Karta podarunkowa

Do niektórych rowerzystów bardzo trudno dopasować prezent. Część wszystko już ma, część jest bardzo wybredna co do jakości i... »

Espresso na wyprawie

Pamiętacie smak kiepskiej kawy zalanej nie do końca zagotowaną wodą? Miłośnicy kawy na rowerowych wyprawach przeżywają katusze, a przecież... »

Bielizna termoaktywna

Bardzo ważny, a jednocześnie stosunkowo niedrogi element rowerowego stroju, czyli bielizna termoaktywna, jest dostępny w wielu konfiguracjach... »

Kolejna lampka na tył

Jestem zwolennikiem teorii, że tylnych lampek nigdy za wiele. Im bardziej nocny rowerzysta przypomina choinkę, tym większa szansa na to, że nie... »

Miska magnetyczna

Prezent dla majsterkowiczów i tak zwanych poszukiwaczy, którzy – serwisując swój rower – sporo czasu marnują na... »

Sakwa miejska

Na dojazdy do pracy, na zakupy czy do ulubionej kawiarni zamiast sakwy wyprawowej lepiej wybrać coś mniej rzucającego się w oczy i... »

Bez niego nie ruszysz

Każdy przejechany przez nas kilometr zostawia nieodwracalny ślad na powierzchni elementów napędu. W związku z tym niezbędna jest co... »

Qeridoo Kidgoo 1 Sport

Nowa przyczepka niemieckiej firmy Qeridoo Kidgoo jest dostępna w czterech wersjach (kombinacji jedno- i dwuosobowej, standardowej oraz Sport) oraz w... »

Korespondencja >> Iran


Śladem ginących rzek

Tomasz Larczyński
Chiński Typ 69 lub 79 (weteran wojny z Irakiem) stoi przed bazą w Chakimobodzie (tuż obok lotniska)
Czy można po raz drugi wejść do tej samej rzeki? Można, pod warunkiem, że za pierwszym razem była wyschnięta. Cóż, dosłownie jednak nie wszedłem, lecz snując się nad brzegami Zajande, wpatrując się w gwiazdozbiór świateł gwarnego Isfahanu odbijający się w jej wodach, zauważyłem coś dziwnego: że czuję się w tym przedziwnym kraju – trochę, odrobinę – jak w domu.
 
To moja druga wyprawa do Iranu [o pierwszej pisałem w „Rowertourze” nr 7 (101) 2016]. Jakże inna od pierwszej… Tamta, podjęta zupełnie przypadkiem, bez większych przygotowań, w najgorszej chyba porze roku, zakończyła się wymianą zagubionego oświetlenia, narzędzi i licznika na kalejdoskop zwariowanych przygód, zahaczających chwilami o poziom slapstickowej komedii. Tym razem pojechałem ze starannie przygotowanym planem, z przyswojonymi najróżniejszymi tekstami perskiej kultury, z jakimiś podstawami języka, a także – choć raczej od tego powinienem zacząć – z mocnym wsparciem kolegi, Olka. Efekt był mało spektakularny. Zobaczyliśmy mianowicie prawie wszystko, co planowaliśmy, a wręcz jechaliśmy niemal idealnie wyznaczoną jeszcze w Polsce drogą, naniesioną na ortofotomapy Google (teraz już wiedziałem, że na porządne rodzime dzieła kartografii nie mam co liczyć). Z drugiej strony, radosną improwizację w reakcji na kolejne przeciwności świetnie się opisuje, ale – choć być może jestem w tym mniemaniu odosobniony – nie najlepiej przeżywa. Spokojnego ducha będąc, więcej staraliśmy się obserwować, dotykać, wąchać. I nie nudziliśmy się. 
Na początek przygodami przywitały nas linie Pegasus Airlines, którymi ponownie przedostaliśmy się do Teheranu z przesiadką w Konstantynopolu. W Pradze bowiem, skąd odlatywaliśmy, próbowano nas przymusić, abyśmy zapłacili za rower w dwójnasób (za każdy samolot osobno), licząc 40 euro razy dwa, co wyniosłoby już niewiele mniej niż bilet na osobę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Tomasz Larczyński