okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 8/2017 >> Nie da się tu zgubić. A jednak!

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Korespondencja >> Korea Południowa


Nie da się tu zgubić. A jednak!

Adela Tarkowska
Pałac królewski oraz dziewczyny ubrane w tradycyjne stroje niezwykle kontrastują z nowoczesnym obliczem Seulu
Do Korei Południowej przypływamy promem z Japonii. Ruszamy z portu ulicami Busanu oszołomieni bijącymi zewsząd światłami neonów. Na noc zatrzymujemy się u młodego marynarza, który gości nas po królewsku na 25. piętrze nowoczesnego, futurystycznego apartamentowca, będącego ucieleśnieniem moich wyobrażeń o Korei.
 
W drzwiach jest nie dziurka od klucza, ale elektroniczny zamek na kod. Rano budzi nas odkurzacz, który odpinając się samoistnie od doku ładującego, melduje gotowość do pracy oraz informuje, że jest poniedziałek, godzina siódma, i zaczyna sam sprzątać podłogę. Naszym głównym celem w Busanie jest zdobycie wiz do Rosji. Pełni obaw wybieramy się do konsulatu. Zgodnie z oficjalnymi informacjami nie możemy ubiegać się o wizy rosyjskie w Korei, nie będąc jej obywatelami. Kilka tygodni temu napisałam z zapytaniem, czy mogliby zrobić wyjątek od reguły i przyjąć nasze wnioski. Dostałam odpowiedź pozytywną. Na miejscu w okienku na szczęście obsługuje nas ta sama osoba, z którą korespondowałam. Wnioski zostają przyjęte, a nawet urzędnik robi nam uprzejmość i mówi, że wizy będą do odbioru nie za przepisowe czternaście, a już za osiem dni.
Aby wykorzystać ten czas, postanawiamy pojechać do położonego nieopodal Busanu historycznego miasta Gyeongju, w którym znajdują się wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO buddyjskie obiekty sakralne oraz grobowce starożytnej dynastii Shilla. Wyjazd z Busanu jest bardzo przyjemny, ponieważ jedziemy ścieżką rowerową wiodącą wzdłuż plaży. Gdy po 20 kilometrach odcinek urywa się, zaczyna się koszmarna droga szybkiego ruchu – zakurzona, pełna rozpędzonych ciężarówek i z zaśmieconym poboczem. Szukając miejsca na nocleg, znajdujemy na mapie w telefonie coś, co wygląda na park. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski