okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Nie da się tu zgubić. A jednak!

nowości

Minitorebka podsiodłowa

Zefal wprowadził do sprzedaży minimalistyczną torebkę podsiodłową o nazwie Z Micro Pack. Jej pojemność to zaledwie 0,15 l. Takie maleństwo... »

Winda rowerowa

Przechowujecie rowery w domu? Albo w miejscu, gdzie miejsca jest odrobinę zbyt mało? Litewska firma Parkis dzięki swojemu wieszakowi na rowery... »

Koszulka z rowerami

Wygląda bardzo „cywilnie”, ale tak naprawdę to w stu procentach koszulka techniczna, stworzona z myślą o rowerzyście, który... »

Butelka w razie potrzeby

Kto z nas, upychając pustą butelkę po wodzie mineralnej w sakwie, nie marzył o tym, by wymyślić zwijaną – elastyczny bukłak,... »

Kolorowe błotniki

Coś dla lubiących wyróżniać się kolorem, choć niekoniecznie bić nim po oczach. Błotniki firmy SKS charakteryzują bardzo delikatne... »

poradniki

Jednoślad na czterech kołach

Jeśli znudziły się Wam już trasy w najbliższym sąsiedztwie własnego domu, być może warto pomyśleć o doposażeniu Waszego dwuśladu... »

Korespondencja >> Korea Południowa


Nie da się tu zgubić. A jednak!

Adela Tarkowska
Pałac królewski oraz dziewczyny ubrane w tradycyjne stroje niezwykle kontrastują z nowoczesnym obliczem Seulu
Do Korei Południowej przypływamy promem z Japonii. Ruszamy z portu ulicami Busanu oszołomieni bijącymi zewsząd światłami neonów. Na noc zatrzymujemy się u młodego marynarza, który gości nas po królewsku na 25. piętrze nowoczesnego, futurystycznego apartamentowca, będącego ucieleśnieniem moich wyobrażeń o Korei.
 
W drzwiach jest nie dziurka od klucza, ale elektroniczny zamek na kod. Rano budzi nas odkurzacz, który odpinając się samoistnie od doku ładującego, melduje gotowość do pracy oraz informuje, że jest poniedziałek, godzina siódma, i zaczyna sam sprzątać podłogę. Naszym głównym celem w Busanie jest zdobycie wiz do Rosji. Pełni obaw wybieramy się do konsulatu. Zgodnie z oficjalnymi informacjami nie możemy ubiegać się o wizy rosyjskie w Korei, nie będąc jej obywatelami. Kilka tygodni temu napisałam z zapytaniem, czy mogliby zrobić wyjątek od reguły i przyjąć nasze wnioski. Dostałam odpowiedź pozytywną. Na miejscu w okienku na szczęście obsługuje nas ta sama osoba, z którą korespondowałam. Wnioski zostają przyjęte, a nawet urzędnik robi nam uprzejmość i mówi, że wizy będą do odbioru nie za przepisowe czternaście, a już za osiem dni.
Aby wykorzystać ten czas, postanawiamy pojechać do położonego nieopodal Busanu historycznego miasta Gyeongju, w którym znajdują się wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO buddyjskie obiekty sakralne oraz grobowce starożytnej dynastii Shilla. Wyjazd z Busanu jest bardzo przyjemny, ponieważ jedziemy ścieżką rowerową wiodącą wzdłuż plaży. Gdy po 20 kilometrach odcinek urywa się, zaczyna się koszmarna droga szybkiego ruchu – zakurzona, pełna rozpędzonych ciężarówek i z zaśmieconym poboczem. Szukając miejsca na nocleg, znajdujemy na mapie w telefonie coś, co wygląda na park. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski