okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 8/2017 >> Zapalić cygaro na szczycie

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Na szlaku >> Hiszpania: z Alicante na Pico Veleta


Zapalić cygaro na szczycie

Rafał Buczek
Tu są góry, tu się oddycha
Znacie legendarny kawałek AC/DC – „Whisky on the rocks”? To właśnie przy nim któregoś piątkowego wieczoru narodził się nasz szalony pomysł. Jaki? Aby wjechać na Pico Veleta i... zapalić cygaro na 3396 metrach n.p.m.
 
Bo wiecie… Człowieka od zawsze fascynuje to, co naj. Najwyższe góry. Najgłębsze jaskinie. Najostrzejsze podjazdy. Najdłuższe trasy, najszybsze zjazdy. Ze mną nie jest inaczej. Dużo czasu zajęło mi jednak nabycie umiejętności intensywnego filtrowania tych zachcianek naj. Naprawdę nie muszę jechać na MRDP (Maraton Rowerowy Dookoła Polski), by powiedzieć, że ukończyłem najdłuższy w Polsce maraton dla rowerzystów. Nie muszę iść na Rysy, by stwierdzić: – Tak, byłem na najwyższym szczycie w Polsce. Nie muszę też przeglądać internetu w celu poszukiwania aparatu do zrobienia zdjęć o największej liczbie megapikseli czy też zakupienia najlżejszej ramy do mojego roweru. 
Jednak najwyżej poprowadzona szosa w Europie – Pico Veleta w masywie Sierra Nevada… Andaluzja… Hiszpania… jakoś mnie ciągnęła do siebie. Przyciągała, znaczy. A w maju, po pół roku przemyśleń, obudziłem się z pustką w głowie. Bez planów, bez chęci. Wiecie, jak to jest… Kobiety i ich spektakularne odejścia… AC/DC i o tym coś śpiewali, zaraz, zaraz… „Kicked in the teeth again”. Z braku lepszych planów stanęło na Hiszpanii. Złapiemy nieco słońca, miło spędzimy czas. Bez napięcia na przejechane kilometry czy średnią prędkość.
Oj, wiele! Termin wyjazdu już był, trasa opracowana, bilety lotnicze też kupiliśmy. Pozostał tylko jeden problem. Nie miałem roweru. To znaczy rower miałem, ale fatbike. A trasę zaplanowaliśmy na około 600 kilometrów. Równe 600 kilometrów… szosą. Kamil miał szosówkę. I to nie byle jaką! O nie! Carbon, Dura-Ace (ponoć najwyższa półka Shimano – ja się nie znam, uwierzycie?!). A ja miałem stalowego Surly Pugsleya. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Rafał Buczek