okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 8/2017 >> Dwa razy wolniej

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Na finiszu


Dwa razy wolniej

Sławomir Bajew
 
Oni. Ciągle oni. I gdybym wiedział, kim są ci oni, to może jakoś byłoby łatwiej sprawy wyprostować. Nie wiem jednak, kim oni są, i nie zanosi się na to, żebym się w najbliższym czasie dowiedział. Oni rządzą światem, oni podejmują głupie decyzje, które rujnują życie moje, życie całych społeczeństw, narodów, a nawet życie przyrody. Oni kradną. Oni kłamią. To przez nich moje życie nabrało szalonego tempa. Twoje też pędzi przez nich. Na nic nie ma czasu. Oni na nas wymuszają, żeby szybko myśleć, szybko dojrzewać, szybko robić i kochać, a nawet umierać szybko. Za szybko. Oni poszaleli. 
Basta. Oni są temu winni? Jadę 15 km/godz. Przyjemnie owiewa mnie letnie powietrze. Po lewej faluje pole kukurydzy zielonej młodością. Przede mną wije się żółta, piaszczysta droga, zdobna co jakiś kawałek trawiastymi wałkami. Z prawej srebrzy się tafla stawu, co dostrzegam pomiędzy kładącymi się na bok burymi grzywami trzcin. W oddali szereg śródpolnych topoli i szara tarcza nieużytku odcinają się na tle przetartego bielą chmur błękitu. Zawieszony, nie wiadomo, w którym miejscu nieba, skowronek świergoli swoje trele. Kierownica co chwilę umyka, koło wrzyna się w piach. Z trudem łapię równowagę. Mam czas. Ich tu nie ma. Nie ma nikogo. Jestem na rowerze sam i mimo że jadę do pracy, jadę bez pośpiechu. Nie mam w głowie i reszcie ciała tego bełkotu, który mnie za chwilę w pracy dopadnie. Bełkotu nie ludzi, tylko zdarzeń i obowiązków.
Ileż to razy słyszałem: zwolnij! Ciągle jednak szczelnie wypełniony grafik, ciągłe nurzanie się w przeszłości i futurystyczne wizje swojego udanego w każdym calu życia oddalały mnie od spokojnego lustra istotności. Teraz zaczynam czuć, że gdzieś na dnie siebie, może nawet nie na dnie, a w głębi siebie, mam to coś, dzięki czemu znowu mogę być szczęśliwym dzieckiem świata. Tam głęboko zapisane są smaki i kolory dzieciństwa przystrojone dziesiątkami lat doświadczenia. Oni nie mają na mnie wpływu. Skoro nie mają wpływu teraz, to co stoi na przeszkodzie, by już nigdy nie poddawać się ich wpływom? Tak. Zdecydowanie więcej widzę, gdy jadę piętnaście na godzinę. Dziś zaplanowałem, że poświęcę czas, żeby mieć czas. Dojechałem do pracy szczęśliwy. Nawet się nie zasapałem, jak w dni, gdy jadę dwa razy szybciej. Dwa razy wolniej podoba mi się bardziej. Widzę i czuję więcej. Wolniej, lecz za to skutecznie wróciłem do domu – do samego siebie. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.