okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Na lekko w terenie

nowości

Elektroniczne manetki

Szerzej nieznana firma Archer Components pracuje nad systemem bezprzewodowej zmiany przełożeń, który można połączyć z dowolną... »

Odświeżony Bike-Packer

Ortlieb zaktualizował swoje znane modele sakw Bike-Packer Plus – teraz wykonane są z laminowanej od spodu cordury, mają też nieco bardziej... »

Chemia od Krossa

Firma Kross wprowadziła do swojej oferty całą gamę kosmetyków do pielęgnacji roweru. Literką F oznaczono smary (na warunki suche, mokre... »

Belgijski lew od Francuzów

W sprzedaży pojawiła się limitowana edycja szosowych butów SPD francuskiej firmy Mavic – Cosmic Pro Ltd. Oprócz czarnego i... »

Wielki powrót

Na sklepowe półki powraca legenda amortyzacji, obiekt westchnień wielu cyklistów, którzy pamiętają drugą połowę lat 90.... »

poradniki

Poradniki >> bikepacking


Na lekko w terenie

Rafał Buczek
Moją odzież podstawową stanowiły długa bielizna termoaktywna oraz kurtka wierzchnia. Jechałem w krótkich spodenkach i nogawkach
W poprzednich odcinkach cyklu o bikepackingu opisywałem lekki ekwipunek w teorii. Teraz przyszedł czas na podsumowanie i praktykę. Przedstawiam listę sprzętu, jaki zabrałem ze sobą na sześć dni do Norwegii na tegoroczną majówkę,  i opisuję, jak sobie z nim poradziłem. 
 
Plan był taki, by wylądować w Trondheim i ruszyć w trasę, której głównym celem miało być przejechanie słynnej Drogi Atlantyckiej z mostem Storseisundet na czele. Wyjazd miał być typowo szosowy, choć zawsze liczę się z możliwością przejechania krótkiego odcinka szutrem w poszukiwaniu noclegu. Ze względu na zaporowe ceny w Norwegii zdecydowałem się na noclegi pod namiotem oraz bazowanie na jedzeniu zabranym z Polski. Kwestia finansowa była jednym z powodów, dlaczego tak zrobiłem. Drugim było to, że zwyczajnie lubię biwakować. Na mojej trasie były trzy przeprawy promowe oraz (o czym nie wiedziałem) tunel, który zmuszony byłem pokonać autobusem. Zaplanowałem około 600 kilometrów do przejechania w czasie sześciu dni. Lądowałem wieczorem, natomiast szóstego dnia wylatywałem do Polski o godzinie 17. Dawało mi to cztery pełne dni jazdy. Dystans spory, w związku z czym oczywiście zdecydowałem się na 
ultralight.
 
Nocleg
- śpiwór Cumulus Lite Line z 350 g puchu hydrofobowego
- namiot MSR Freelite I z tytanowymi szpilkami
- komplet bielizny termoaktywnej Brubeck
- skarpety wełniane
- materac dmuchany Therm’a’rest NeoAir  XLite Regular
 W nocy przewidywałem niewielkie spadki temperatury poniżej zera. Na wybrzeżu Norwegii było już całkiem ciepło, około 8 stopni Celsjusza w dzień. Nieco wyżej, jakieś 350 metrów pod górę, na poboczu wciąż leży śnieg i temperatura spada o 4 stopnie. W nocy było od -2 do -4 stopni – tak wskazywał termometr wbudowany w mój zegarek. Dwa razy z rana obudziłem się i cały rower oraz namiot pokrywał solidny szron. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Rafał Buczek