okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 6/2017 >> Dwa kilometry

nowości

Minitorebka podsiodłowa

Zefal wprowadził do sprzedaży minimalistyczną torebkę podsiodłową o nazwie Z Micro Pack. Jej pojemność to zaledwie 0,15 l. Takie maleństwo... »

Winda rowerowa

Przechowujecie rowery w domu? Albo w miejscu, gdzie miejsca jest odrobinę zbyt mało? Litewska firma Parkis dzięki swojemu wieszakowi na rowery... »

Koszulka z rowerami

Wygląda bardzo „cywilnie”, ale tak naprawdę to w stu procentach koszulka techniczna, stworzona z myślą o rowerzyście, który... »

Butelka w razie potrzeby

Kto z nas, upychając pustą butelkę po wodzie mineralnej w sakwie, nie marzył o tym, by wymyślić zwijaną – elastyczny bukłak,... »

Kolorowe błotniki

Coś dla lubiących wyróżniać się kolorem, choć niekoniecznie bić nim po oczach. Błotniki firmy SKS charakteryzują bardzo delikatne... »

poradniki

Jednoślad na czterech kołach

Jeśli znudziły się Wam już trasy w najbliższym sąsiedztwie własnego domu, być może warto pomyśleć o doposażeniu Waszego dwuśladu... »

Na finiszu


Dwa kilometry

Sławomir Bajew
 
Jeszcze w poniedziałek, 17 kwietnia wygrał pierwszy etap wyścigu Tour of the Alps, który do ubiegłego sezonu nosi nazwę Giro del Trentino. Lubię od lat ten wyścig, więc oglądałem i cieszyłem się, że jeden z moich ulubionych kolarzy odnosi sukces na jego tegoroczną inaugurację. Michele „małe Giro” – jak czasem jest nazywana alpejska etapówka – wygrał w 2011 roku. Wtedy też zajął drugie miejsce w Giro d’Italia, a ponieważ zwycięzcę Alberto Contadorę zdyskwalifikowano za doping, w kronikach kolarskich nazwisko Scarponi figuruje jako nazwisko zwycięzcy wyścigu w 2011 roku. W tym roku przygotowywał się do swojego, 12. już włoskiego Giro. Wyjątkowego, bo setnego. Jadąc w grupie Astana, rywalizację na pięciu etapach Tour of the Alps o łącznej długości 860 kilometrów zakończył na czwartym miejscu, tracąc do zwycięzcy 27 sekund. 
W piątek, 21 kwietnia wieczorem Michele Scarponi wrócił do domu w Filottrano. To miejscowość oddalona około 20 kilometrów od wybrzeża Adriatyku, mniej więcej na wysokości Ankony. Jeśli kiedyś ktoś z Was odwiedzał na przykład Sanktuarium Maryjne w Loreto, pewnie kojarzy okolicę, bo te miejscowości dzieli ledwie kilkanaście kilometrów. Dom w Filottrano wynajmował Scarponiemu jego wielki fan i przyjaciel, Roberto Mancini, niegdyś gracz takich włoskich klubów futbolowych, jak Sampdoria czy Lazio, wielokrotny reprezentant Italii. W domu Michele zastał stęsknionych za nim żonę i dwójkę dzieci. Wspólny posiłek, żarty, przytulanie, a rano tata znowu do pracy. Na razie, na szczęście jeszcze nie na wyścig –co zawsze oznacza dłuższą rozłąkę – ale na trening. Sporo tu w okolicy górek mniejszych i większych. Jest gdzie trenować. To dobre miejsce do mieszkania dla kolarza, a zwłaszcza takiego, który lubi jazdę po górach. 
Sobotni poranek po piątkowym wyścigu to nie czas na odpoczynek. Jeśli chcesz się utrzymywać w wysokiej formie, musisz jeździć. Michele jeździł. W Filottrano znali go chyba wszyscy. Z pełnym pogody ducha i poczucia humoru kolarzem zaprzyjaźniła się nawet miejscowa celebrytka, czyli papuga ara należąca do lokalnego przedsiębiorcy Giacomo Luchetty, która często udawała się z nim na trening, siadając mu na plecach, ramieniu albo kasku. W internecie kolarz zamieszczał filmiki, na których widać ten – wyjątkowy przyznacie – rowerowy tandem. 
Sobota rano. Ruch jeszcze nie jest wielki. Ledwie dwa kilometry od domu, ledwie kilka od niego skrzyżowań jadą, by przeciąć swoje drogi: kolarz i kierowca dostawczego vana. Ich drogi się przecinają. Dla Michele ostatni raz. Kierowca nie zauważa rowerzysty i ten ginie na miejscu. Obaj byli w pełnym pędzie. Szok. Niedowierzanie. Na znaku drogowym jeszcze przed południem ktoś w miejscu wypadku fotografuje papugę. Szukała go? Pojawiają się znicze. Dwa kilometry od domu, kiedy przejeżdżasz kilkadziesiąt tysięcy rocznie? Cóż to znaczy? Dwa kilometry, dwa kilometry. 
Pogrzeb Michele Scarponiego zgromadził wielotysięczny tłum. Michele został pochowany w kolarskim stroju. Tak życzyła sobie żona. Wśród opłakujących tę stratę żałobników sławy peletonu: Ivan Basso, Gilberto Simoni czy wreszcie Peter Sagan – obecny mistrz świata. Jeden z legendarnych podjazdów na Giro d’Italia – Mortirolo – został poświęcony temu ulubieńcowi peletonu, wspaniałemu „góralowi”, który zginął 22 kwietnia 2017 roku. Dopiero co. Dlaczego właśnie o Michele w tym miesiącu piszę? Cóż, uświadomiłem sobie, że my, sakwiarze, również za każdym razem, gdy jedziemy na wycieczkę czy wyprawę, znajdujemy się dwa kilometry od domu. Uważajmy! Na całej trasie życia. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.