okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 6/2017 >> Dwa kilometry

poradniki

Hamak podróżny

Miłośnicy włóczęgi nie tylko na dwóch kółkach z pewnością docenią nowe możliwości, jakie niesie zaopatrzenie się w... »

Prezent dla cyklisty

Szał świątecznych zakupów w pełni. Kto jeszcze nie zdobył kompletu prezentów dla rodziny i znajomych, ten nie uniknie kolejek, w... »

Karta podarunkowa

Do niektórych rowerzystów bardzo trudno dopasować prezent. Część wszystko już ma, część jest bardzo wybredna co do jakości i... »

Espresso na wyprawie

Pamiętacie smak kiepskiej kawy zalanej nie do końca zagotowaną wodą? Miłośnicy kawy na rowerowych wyprawach przeżywają katusze, a przecież... »

Bielizna termoaktywna

Bardzo ważny, a jednocześnie stosunkowo niedrogi element rowerowego stroju, czyli bielizna termoaktywna, jest dostępny w wielu konfiguracjach... »

Kolejna lampka na tył

Jestem zwolennikiem teorii, że tylnych lampek nigdy za wiele. Im bardziej nocny rowerzysta przypomina choinkę, tym większa szansa na to, że nie... »

Miska magnetyczna

Prezent dla majsterkowiczów i tak zwanych poszukiwaczy, którzy – serwisując swój rower – sporo czasu marnują na... »

Sakwa miejska

Na dojazdy do pracy, na zakupy czy do ulubionej kawiarni zamiast sakwy wyprawowej lepiej wybrać coś mniej rzucającego się w oczy i... »

Bez niego nie ruszysz

Każdy przejechany przez nas kilometr zostawia nieodwracalny ślad na powierzchni elementów napędu. W związku z tym niezbędna jest co... »

Qeridoo Kidgoo 1 Sport

Nowa przyczepka niemieckiej firmy Qeridoo Kidgoo jest dostępna w czterech wersjach (kombinacji jedno- i dwuosobowej, standardowej oraz Sport) oraz w... »

Na finiszu


Dwa kilometry

Sławomir Bajew
 
Jeszcze w poniedziałek, 17 kwietnia wygrał pierwszy etap wyścigu Tour of the Alps, który do ubiegłego sezonu nosi nazwę Giro del Trentino. Lubię od lat ten wyścig, więc oglądałem i cieszyłem się, że jeden z moich ulubionych kolarzy odnosi sukces na jego tegoroczną inaugurację. Michele „małe Giro” – jak czasem jest nazywana alpejska etapówka – wygrał w 2011 roku. Wtedy też zajął drugie miejsce w Giro d’Italia, a ponieważ zwycięzcę Alberto Contadorę zdyskwalifikowano za doping, w kronikach kolarskich nazwisko Scarponi figuruje jako nazwisko zwycięzcy wyścigu w 2011 roku. W tym roku przygotowywał się do swojego, 12. już włoskiego Giro. Wyjątkowego, bo setnego. Jadąc w grupie Astana, rywalizację na pięciu etapach Tour of the Alps o łącznej długości 860 kilometrów zakończył na czwartym miejscu, tracąc do zwycięzcy 27 sekund. 
W piątek, 21 kwietnia wieczorem Michele Scarponi wrócił do domu w Filottrano. To miejscowość oddalona około 20 kilometrów od wybrzeża Adriatyku, mniej więcej na wysokości Ankony. Jeśli kiedyś ktoś z Was odwiedzał na przykład Sanktuarium Maryjne w Loreto, pewnie kojarzy okolicę, bo te miejscowości dzieli ledwie kilkanaście kilometrów. Dom w Filottrano wynajmował Scarponiemu jego wielki fan i przyjaciel, Roberto Mancini, niegdyś gracz takich włoskich klubów futbolowych, jak Sampdoria czy Lazio, wielokrotny reprezentant Italii. W domu Michele zastał stęsknionych za nim żonę i dwójkę dzieci. Wspólny posiłek, żarty, przytulanie, a rano tata znowu do pracy. Na razie, na szczęście jeszcze nie na wyścig –co zawsze oznacza dłuższą rozłąkę – ale na trening. Sporo tu w okolicy górek mniejszych i większych. Jest gdzie trenować. To dobre miejsce do mieszkania dla kolarza, a zwłaszcza takiego, który lubi jazdę po górach. 
Sobotni poranek po piątkowym wyścigu to nie czas na odpoczynek. Jeśli chcesz się utrzymywać w wysokiej formie, musisz jeździć. Michele jeździł. W Filottrano znali go chyba wszyscy. Z pełnym pogody ducha i poczucia humoru kolarzem zaprzyjaźniła się nawet miejscowa celebrytka, czyli papuga ara należąca do lokalnego przedsiębiorcy Giacomo Luchetty, która często udawała się z nim na trening, siadając mu na plecach, ramieniu albo kasku. W internecie kolarz zamieszczał filmiki, na których widać ten – wyjątkowy przyznacie – rowerowy tandem. 
Sobota rano. Ruch jeszcze nie jest wielki. Ledwie dwa kilometry od domu, ledwie kilka od niego skrzyżowań jadą, by przeciąć swoje drogi: kolarz i kierowca dostawczego vana. Ich drogi się przecinają. Dla Michele ostatni raz. Kierowca nie zauważa rowerzysty i ten ginie na miejscu. Obaj byli w pełnym pędzie. Szok. Niedowierzanie. Na znaku drogowym jeszcze przed południem ktoś w miejscu wypadku fotografuje papugę. Szukała go? Pojawiają się znicze. Dwa kilometry od domu, kiedy przejeżdżasz kilkadziesiąt tysięcy rocznie? Cóż to znaczy? Dwa kilometry, dwa kilometry. 
Pogrzeb Michele Scarponiego zgromadził wielotysięczny tłum. Michele został pochowany w kolarskim stroju. Tak życzyła sobie żona. Wśród opłakujących tę stratę żałobników sławy peletonu: Ivan Basso, Gilberto Simoni czy wreszcie Peter Sagan – obecny mistrz świata. Jeden z legendarnych podjazdów na Giro d’Italia – Mortirolo – został poświęcony temu ulubieńcowi peletonu, wspaniałemu „góralowi”, który zginął 22 kwietnia 2017 roku. Dopiero co. Dlaczego właśnie o Michele w tym miesiącu piszę? Cóż, uświadomiłem sobie, że my, sakwiarze, również za każdym razem, gdy jedziemy na wycieczkę czy wyprawę, znajdujemy się dwa kilometry od domu. Uważajmy! Na całej trasie życia. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.