okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2017 >> Rowery po kolei

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

turystyka >> szlaki zwiniętych torów


Rowery po kolei

Marek Rokita
Obiekty inżynieryjne, takie jak mosty, tunele i wiadukty, są jednymi z najważniejszych powodów popularności tras rowerowych na nieczynnych torowiskach
Dla jednych to szansa na uratowanie niszczejącej infrastruktury, dla innych zwykłe barbarzyństwo. Warto jednak wziąć pod uwagę, że budowa dróg rowerowych na śladach nieczynnych tras kolejowych jest tania, a efekt – bardzo atrakcyjny dla rowerzystów. Wyszukiwanie ich i „zaliczanie” może być nawet ciekawym pomysłem na wakacje.
 
Już dawno zauważono to w krajach, takich jak Niemcy, Hiszpania i Wielka Brytania. W krajach zachodniej Europy gwałtowne zamykanie nierentownych linii kolejowych przypadło na lata 50. i 60. XX wieku, a pierwsze pokolejowe trasy rowerowe zaczęły powstawać w latach 70. W Polsce pierwszym odcinkiem była prawdopodobnie ośmiokilometrowa droga z Lwówka Śląskiego do Pławnej (dolnośląskie), oddana do użytku w 2004 roku. Rok później otwarto trzyipółkilometrowy fragment drogi wzdłuż drogi krajowej nr 1 (dziś 91) między Chełmnem a Stolnem (kujawsko-pomorskie), a w 2007 roku dostaliśmy pierwszy dłuższy szlak ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju (28,1 km), który trzy lata temu został zmodernizowany poprzez położenie nawierzchni asfaltowej na brakującym odcinku.
Trzy wymienione powyżej drogi były budowane w standardzie pozwalającym na podróżowanie każdym rodzajem roweru. W tym czasie na potrzeby rowerzystów adaptowano również inne „szlaki zwiniętych torów” (najbardziej z nich znany prowadzi z Ustki do Rowów), jednak zastosowana nawierzchnia z kruszywa nie gwarantuje komfortu jazdy każdym rowerem, a czasem wręcz wyklucza niektórych cyklistów z korzystania z takiej infrastruktury. Na początku 2011 roku mieliśmy w Polsce zaledwie około 40 kilometrów asfaltowych dróg rowerowych na nieczynnych nasypach kolejowych. Od tego czasu inwestycje przyspieszyły, jednak niestety najlepszy czas na finansowanie turystycznych tras śladem wycofanych z użytku traktów kolejowych już minął. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marek Rokita