okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 6/2017 >> Łucja – kierownik wyprawy

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Na szlaku >> Bieszczady


Łucja – kierownik wyprawy

Michał Markowski
Czasem słońce, czasem deszcz
Do ubiegłorocznego sezonu rowerowego musieliśmy podejść zupełnie inaczej niż do tej pory, a to z prostego i zarazem nieskończenie złożonego powodu: narodzin dziecka. Wariantu, że przestaniemy podróżować na rowerach, nawet nie rozważaliśmy. Ostatnie wątpliwości rozwiała lektura bloga Kajtostanów.
 
Mieliśmy całą zimę na przygotowania. Zakupy sprzętu dla półrocznego dziecka (od  przyczepki po kubeczek), kompletowanie apteczki na każdą ewentualność i modyfikacje mojego roweru (zmiana napędu, kół i hamulców na typowe MTB) zakończyły się dopiero tuż przed datą planowanego wyjazdu, czyli pod koniec kwietnia. Sam wyjazd obliczony był na swego rodzaju trening oraz weryfikację założeń i organizacji większej podróży, którą mieliśmy nadzieję odbyć w wakacje. 
Półroczna córka się budzi…
Jak co roku w maju wybraliśmy się zatem w Bieszczady. To kraina idealna na wszelkiego rodzaju wyjazdy rowerowe, bez względu na to, czy planuje się ostre pedałowanie w stylu MTB, ćwiczenie podjazdów na szosówce, czy też typową jazdę z sakwami. To kraina i dla miłośników zwiedzania, i dla tych, którzy uciekając przed cywilizacją, szukają bliskiego kontaktu z dziką przyrodą (my zdecydowanie należymy do tej drugiej kategorii). Wciąż jeszcze małe zagęszczenie ludności, brak znanych z zachodniej Europy ogrodzeń i zakazów wstępu w połączeniu ze stosunkowo bogatą ofertą noclegową w niemal każdej miejscowości powoduje, że Bieszczady są idealne zarówno dla amatorów dzikich noclegów (nie dotyczy Bieszczadzkiego Parku Narodowego!), jak i zwolenników spania w pościeli.
Ze wszystkich tych powodów Bieszczady były też idealne dla naszych celów. Braliśmy pod uwagę noclegi na dziko, o ile temperatura w nocy nie spadnie poniżej 10 stopni Celsjusza (ze względu na małe dziecko). Góry miały nam dać wyobrażenie o trudnościach związanych z ciągnięciem przyczepki, bo na Polesiu, gdzie mieszkamy, jest płasko jak na stole, a trenażer nie jest w stanie symulować jazdy pod górę z przyczepą. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Michał Markowski