okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Tam, gdzie Lenin mówi dobranoc

poradniki

Jak zbliżyć się do ideału

Wycieczka rowerowa bez zdjęć? W erze fotografii cyfrowej to niemożliwe. Smartfon przecież zawsze jest pod ręką. Szybkim gestem wstrząsamy... »

Odchudzamy rower

Żadna wyprawa rowerowa nigdy nie odbyłaby się bez… roweru. W przedostatnim odcinku cyklu „Podróżowanie w stylu... »

Korespondencja >> Kirgistan i Tadżykistan


Tam, gdzie Lenin mówi dobranoc

Dominika Dunaj, Łukasz Majewski
Tama na Zbiorniku Kirowskim w Kirgistanie
Na początku było widać na horyzoncie majaczące w oddali nierówności, ale w miarę przybliżania się ich bryły nabierały coraz wyraźniejszych kształtów. Najpierw można było je zasłonić koniuszkiem palca, ale wraz z kolejnymi kilometrami pokonywanymi w kazachskim stepie ich kształt stawał się coraz bardziej pokaźny. W końcu Góry Kirgiskie zagrodziły nam dalszą drogę. Nareszcie, po paru tysiącach kilometrów, dotarliśmy do ostatniej przeszkody, która oddzielała nas od Pamiru. 
 
Twarz policjanta była pucołowata, nabrzmiała, jakby dręczył ją wyrzut sumienia po ostatniej nocy, którą ów jegomość musiał spędzić na piciu taniego kirgiskiego koniaku. Strużki potu spływały mu po policzkach, a rozpięta służbowa koszula oraz chusteczka co chwilę wyjmowana z małej kieszonki na piersi próbowały zatrzymać potoki spływające z jego lica. Małe, grube dłonie nerwowo wertowały nasze paszporty. Spoglądał to na nie, to na nas. Mijały długie, pełne niecierpliwego oczekiwania chwile. „Będzie mandat”, „Dajcie pieniądze”, a na samym końcu „Dajcie chociaż podarek”. Funkcjonariusz kirgiskiej policji szafował roszczeniami na lewo i prawo, ale za każdym razem słyszał z naszej strony kategoryczne „niet”. Po trwającej pół godziny słownej przepychance otrzymaliśmy swoje paszporty i, nie oglądając się za siebie, natychmiast ruszyliśmy w dalszą drogę. Pozostawiliśmy za plecami kirgiskiego policjanta, który z niezadowolenia trzasnął drzwiami służbowego auta, a jego mocno spocona twarz z pewnością nabrała jeszcze bardziej purpurowej barwy. Nie były to wymarzone pierwsze chwile w Kirgistanie, tym bardziej, że książkowy przewodnik, który gruntownie wertowaliśmy, zapowiadał problemy z kazachskimi policjantami, tych z Kirgistanu opisując jako łagodnych, chętnych do pomocy i ucywilizowanych, czyli niebiorących łapówek
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Dominika Dunaj