okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 6/2017 >> Tam, gdzie Lenin mówi dobranoc

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Korespondencja >> Kirgistan i Tadżykistan


Tam, gdzie Lenin mówi dobranoc

Dominika Dunaj, Łukasz Majewski
Tama na Zbiorniku Kirowskim w Kirgistanie
Na początku było widać na horyzoncie majaczące w oddali nierówności, ale w miarę przybliżania się ich bryły nabierały coraz wyraźniejszych kształtów. Najpierw można było je zasłonić koniuszkiem palca, ale wraz z kolejnymi kilometrami pokonywanymi w kazachskim stepie ich kształt stawał się coraz bardziej pokaźny. W końcu Góry Kirgiskie zagrodziły nam dalszą drogę. Nareszcie, po paru tysiącach kilometrów, dotarliśmy do ostatniej przeszkody, która oddzielała nas od Pamiru. 
 
Twarz policjanta była pucołowata, nabrzmiała, jakby dręczył ją wyrzut sumienia po ostatniej nocy, którą ów jegomość musiał spędzić na piciu taniego kirgiskiego koniaku. Strużki potu spływały mu po policzkach, a rozpięta służbowa koszula oraz chusteczka co chwilę wyjmowana z małej kieszonki na piersi próbowały zatrzymać potoki spływające z jego lica. Małe, grube dłonie nerwowo wertowały nasze paszporty. Spoglądał to na nie, to na nas. Mijały długie, pełne niecierpliwego oczekiwania chwile. „Będzie mandat”, „Dajcie pieniądze”, a na samym końcu „Dajcie chociaż podarek”. Funkcjonariusz kirgiskiej policji szafował roszczeniami na lewo i prawo, ale za każdym razem słyszał z naszej strony kategoryczne „niet”. Po trwającej pół godziny słownej przepychance otrzymaliśmy swoje paszporty i, nie oglądając się za siebie, natychmiast ruszyliśmy w dalszą drogę. Pozostawiliśmy za plecami kirgiskiego policjanta, który z niezadowolenia trzasnął drzwiami służbowego auta, a jego mocno spocona twarz z pewnością nabrała jeszcze bardziej purpurowej barwy. Nie były to wymarzone pierwsze chwile w Kirgistanie, tym bardziej, że książkowy przewodnik, który gruntownie wertowaliśmy, zapowiadał problemy z kazachskimi policjantami, tych z Kirgistanu opisując jako łagodnych, chętnych do pomocy i ucywilizowanych, czyli niebiorących łapówek
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Dominika Dunaj