okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Z Marsa na Ziemię

poradniki

Jak zbliżyć się do ideału

Wycieczka rowerowa bez zdjęć? W erze fotografii cyfrowej to niemożliwe. Smartfon przecież zawsze jest pod ręką. Szybkim gestem wstrząsamy... »

Odchudzamy rower

Żadna wyprawa rowerowa nigdy nie odbyłaby się bez… roweru. W przedostatnim odcinku cyklu „Podróżowanie w stylu... »

Korespondencja >> Nepal: dookoła Annapurny


Z Marsa na Ziemię

Daniel Kocuj
Na granicy Mustangu Północnego i Południowego. Ciężka wspinaczka od Kagbeni do Muktinath
Jazda wokół masywu Annapurny wyciska z nas siódme poty od pierwszej minuty. Jest nas czterech: Charles z francuskiej części Kanady, Sumar i Pudzian z Nepalu oraz ja. Poznaliśmy się wszyscy dwa dni wcześniej w sklepie rowerowym, do którego wszedłem z cichą nadzieją znalezienia kompana na himalajską przygodę, a z którego wyszedłem z trzema kompanami, wynajętym rowerem do downhillu oraz gotowym planem. 
 
Szybko okazuje się, że Charles planował to przedsięwzięcie od roku, Nepalczycy znają trasę i zweryfikowali plan, mi nie pozostało więc nic innego, jak dołączyć do zaplanowanej już misji. Miałem jeden dzień na załatwienie pozwolenia na zwiedzanie Obszaru Chronionego Annapurny, wypożyczenie małego plecaka i spakowanie się weń na dziesięć dni. Wszystko działo się tak szybko, że ledwo się obejrzałem, a już pędziłem autem terenowym do punktu startowego w Beni. Czterech śmiałków, cztery plecaki w bagażniku, cztery rowery na dachu. Nic – tylko pedałować!
Gdyby tylko dało się pedałować... Na podjazdach, czyli przez lwią część wyprawy, małe ramy i niskie siodełka w rowerach moim i Charlesa pozostawiały minimum miejsca na nogi, które podkurczone nie są tak wydajne jak w pochylonej, wysokiej pozycji, do której przywykłem. Mięśnie szybko się męczą, a nogi bolą. Pod bardziej strome podjazdy lepiej więc było nam podchodzić. Mękę nagradzały krótkie zjazdy. Głębokie skoki amortyzatorów i szerokie opony sprawiały, że rower płynął po dużych kamieniach, jakby to były drobne koleiny. Do tej pory nie jechałem tak szybko po nawierzchni tak stromej i usłanej tyloma przeszkodami. 
Bawiłem się przy tym doskonale. I pomyśleć, że gdybym nie wpadł na Charlesa i nie zaufał jego doświadczeniu w downhillu, prawdopodobnie pchałbym się teraz między ośmiotysięczniki na swoim sztywnym, stalowym czołgu, najpewniej przeładowanym zbędnymi rzeczami. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Daniel Kocuj