okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 6/2017 >> Z Marsa na Ziemię

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Korespondencja >> Nepal: dookoła Annapurny


Z Marsa na Ziemię

Daniel Kocuj
Na granicy Mustangu Północnego i Południowego. Ciężka wspinaczka od Kagbeni do Muktinath
Jazda wokół masywu Annapurny wyciska z nas siódme poty od pierwszej minuty. Jest nas czterech: Charles z francuskiej części Kanady, Sumar i Pudzian z Nepalu oraz ja. Poznaliśmy się wszyscy dwa dni wcześniej w sklepie rowerowym, do którego wszedłem z cichą nadzieją znalezienia kompana na himalajską przygodę, a z którego wyszedłem z trzema kompanami, wynajętym rowerem do downhillu oraz gotowym planem. 
 
Szybko okazuje się, że Charles planował to przedsięwzięcie od roku, Nepalczycy znają trasę i zweryfikowali plan, mi nie pozostało więc nic innego, jak dołączyć do zaplanowanej już misji. Miałem jeden dzień na załatwienie pozwolenia na zwiedzanie Obszaru Chronionego Annapurny, wypożyczenie małego plecaka i spakowanie się weń na dziesięć dni. Wszystko działo się tak szybko, że ledwo się obejrzałem, a już pędziłem autem terenowym do punktu startowego w Beni. Czterech śmiałków, cztery plecaki w bagażniku, cztery rowery na dachu. Nic – tylko pedałować!
Gdyby tylko dało się pedałować... Na podjazdach, czyli przez lwią część wyprawy, małe ramy i niskie siodełka w rowerach moim i Charlesa pozostawiały minimum miejsca na nogi, które podkurczone nie są tak wydajne jak w pochylonej, wysokiej pozycji, do której przywykłem. Mięśnie szybko się męczą, a nogi bolą. Pod bardziej strome podjazdy lepiej więc było nam podchodzić. Mękę nagradzały krótkie zjazdy. Głębokie skoki amortyzatorów i szerokie opony sprawiały, że rower płynął po dużych kamieniach, jakby to były drobne koleiny. Do tej pory nie jechałem tak szybko po nawierzchni tak stromej i usłanej tyloma przeszkodami. 
Bawiłem się przy tym doskonale. I pomyśleć, że gdybym nie wpadł na Charlesa i nie zaufał jego doświadczeniu w downhillu, prawdopodobnie pchałbym się teraz między ośmiotysięczniki na swoim sztywnym, stalowym czołgu, najpewniej przeładowanym zbędnymi rzeczami. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Daniel Kocuj