okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 4/2017 >> Kresowa egzotyka smakuje wyjątkowo

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

Na szlaku >> Green Velo - z Przemyśla do Augustowa


Kresowa egzotyka smakuje wyjątkowo

Karol i Maria Trojanowscy
Sioło Budy – osada skansen w środku Puszczy Białowieskiej
Gdy jesienią 2015 roku odtrąbiono ukończenie szlaku Green Velo, było jasne, że w kolejnym sezonie musimy doświadczyć tej nowej, długodystansowej trasy po Polsce. Pozostał tylko dylemat, który odcinek wybrać. Nazwa „wschodni szlak rowerowy” jednoznacznie przesądziła o tym, aby przejechać fragment, który przebiega wzdłuż wschodnich kresów dzisiejszej Polski. Czyli z Przemyśla do Białegostoku lub dalej. Ostatecznie dojechaliśmy do Augustowa, pokonując łącznie 1062 kilometry w 14 dni.
 
Pierwszy dzień wyprawy jest zawsze ekscytujący, każdy drogowskaz cieszy, pierwszy MOR (miejsce obsługi rowerzystów) wzbudza podziw, do wszystkich napotkanych rowerzystów ochoczo machamy ręką, a nogi jakby same napierają na pedały. Z Przemyśla do Horyńca nie ma żadnych miasteczek, a główną atrakcją są drewniane cerkwie pochowane po wioskach i wiszący most na Sanie, zbudowany chyba specjalnie na potrzeby szlaku Green Velo. Jadąc, stajemy się jego częścią. Dla miejscowych jesteśmy ludźmi z Green Velo, siłą rzeczy musimy utożsamiać się z takim, a nie innym wytyczeniem trasy, oznakowaniem i odpowiadać na pytania, co to jest i po co powstało. W Horyńcu, gdzie stajemy na pierwszy nocleg, gospodarz pensjonatu zagaduje nas o szlak z wyczuwalnym sceptycyzmem. – Byli u mnie ci z Green Velo. Jeżeli mam się dostosować do potrzeb rowerzystów, a nawet dawać upust na noclegi, to chyba powinny być jakieś dotacje. A tylko znaki poustawiali. W maju była tu grupka rowerzystów, dojechali strasznie zmarznięci i przemoczeni, rozgrzewałem ich spirytusem – wyjaśnia. – Czyli jednak dzięki Green Velo więcej klientów przybywa – podsumowuję. – No tak, ale jakąś dotację mogliby dać! 
Jako gość z Green Velo przyjmuję to na klatę.
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Karol Trojanowscy