okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 4/2017 >> Ujadanie psów, pianie kogutów

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

Na szlaku >> Rumunia


Ujadanie psów, pianie kogutów

Monika, Krzysztof i Dariusz Leszko
Pałac Peleş w Sinaia – dawna rezydencja letnia rumuńskich monarchów
Myśl o odwiedzeniu Rumunii dojrzewała w nas już od kilku lat. Jednak rodzina i znajomi, słysząc o naszym pomyśle, dziwili się i stanowczo odradzali. Nie jedźcie tam – mówili. – Już w pierwszej wiosce ktoś na pewno was zaatakuje i okradnie. Pogryzą was bezpańskie psy. Wszędzie tam góry – nie dacie sobie rady z obciążonymi rowerami. 
 
Mimo wszystko, chęć zmierzenia się z tymi stereotypami, przekonania, jak jest w rzeczywistości, ale przede wszystkim nasza ciekawość tamtejszej kultury, obyczajów, krajobrazów i osobliwości tego kraju okazały się ostatecznie silniejsze.
Pierwsze podejście do wyprawy zrobiliśmy latem 2015 roku. Prognozy pogody były bardzo obiecujące – cały czas miało być pogodnie i słonecznie, bez opadów. Szybko okazało się jednak, że panujące wtedy temperatury były zbyt wysokie na to, by bezpiecznie, a przede wszystkim z przyjemnością pokonywać tamtejsze trasy rowerem. Podjęliśmy wyzwanie, ale po trzech dniach walki z upałem i pokonaniu 200 kilometrów zdecydowaliśmy się na odwrót. Jednak myśl o powrocie do Rumunii pozostała w sferze naszych marzeń.
Na miejsce naszego pierwszego noclegu wybieramy Onceşti, małą wioskę leżącą w dolinie rzeki Izy, w północno-zachodniej części Rumunii – Marmaroszu. Wybór właściwego i bezpiecznego lokum jest o tyle ważny, że mamy zaparkować tu również samochód na czas naszej trzytygodniowej wyprawy. Po dotarciu na miejsce czeka nas miła niespodzianka. Oto właściciel pensjonatu udostępnia nam na noc wiekową, bo ponad 150-letnią, odrestaurowaną chatę. Wrażenia są niesamowite – już od początku jesteśmy wprowadzani w klimat tego regionu. Zmęczeni podróżą, szybko zasypiamy pod grubymi pierzynami w zabytkowych, drewnianych łóżkach.
Nazajutrz budzi nas ujadanie psów i pianie kogutów. I tak będzie teraz co dzień, gdy nocować będziemy w kolejnych wioskach. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Dariusz Leszko