okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 1/2017 >> Nie czuję się wyczynowcem

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

Styl życia >> Kamila Kielar


Nie czuję się wyczynowcem

Z Kamilą Kielar, jedną z najbardziej popularnych polskich podróżniczek rowerowych, rozmawia Jakub Terakowski
Na tle murala w północnym Iranie podczas Rowerowego Jamboree
Czy pamiętasz swój pierwszy rower?
– Tak, doskonale. Miał cztery koła – dwa zwyczajne i dwa mniejsze, po bokach – jak typowy rowerek dla dzieci. Jeździłam nim pod blokiem. Pamiętam to wspaniałe uczucie dumy, gdy udało mi się pokonać pierwsze okrążenie. A w szkole podstawowej, gdy losy mojej oceny z wuefu ważyły się (pomiędzy piątką a szóstką), nie omieszkałam napomknąć, iż codziennie przejeżdżam po osiedlu pięć kilometrów i to już na dwóch kołach, rzecz jasna. Uroczy wydaje mi się dzisiaj ten dystans.

Wystarczył na szóstkę?
– Nie pamiętam, ale to całkiem niewykluczone... (śmiech)

A pamiętasz swoją pierwszą całodzienną wycieczkę rowerową?
– To był chyba piknikowy wyjazd rodzinny po wałach Wisły do Tyńca. To z centrum Krakowa zaledwie dziesięć kilometrów, ale wróciłam do domu ostatkiem sił.

Nadal jeździłaś wtedy na tym pierwszym rowerze? 
– Już nie. Na szczęście należę do pokolenia, które na Pierwszą Komunię dostawało rowery, a nie konsole czy smartwatche. Przez długi czas byłam bardzo przywiązana do tego roweru, to był jaskraworóżowy góral, absolutny hit tamtych czasów. Nazwałam go Swallow (czyli jaskółka), bo zaczytywałam się wówczas w Karolu Mayu, który tak ochrzcił jednego z koni Old Shatterhanda. Jaskółka służyła mi aż do połowy studiów, gdy odkryłam, że rowerem można jeździć po mieście. Dziwię się, że wcześniej na to nie wpadłam... (śmiech). Przez cztery lata liceum dojeżdżałam codziennie z domu na Skałkach Twardowskiego do szkoły w Nowej Hucie, spędzając w tramwajach po dwie godziny, a nawet więcej. Dziś trudno mi to sobie wyobrazić.

A co się stało, że tak nagle Ciebie olśniło?
– I dlaczego tak późno…? Bo dopiero na studiach pomyślałam o zaproszeniu znajomych na rowerową eskapadę po Estonii. A o wyborze kierunku zdecydował argument, że tam jest płasko. Mam wątpliwości, czy powinnam przyznawać się do tego w „Rowertourze”... (śmiech)
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Wojtek Grela