okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 1/2017 >> Nie czuję się wyczynowcem

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Kamila Kielar


Nie czuję się wyczynowcem

Z Kamilą Kielar, jedną z najbardziej popularnych polskich podróżniczek rowerowych, rozmawia Jakub Terakowski
Na tle murala w północnym Iranie podczas Rowerowego Jamboree
Czy pamiętasz swój pierwszy rower?
– Tak, doskonale. Miał cztery koła – dwa zwyczajne i dwa mniejsze, po bokach – jak typowy rowerek dla dzieci. Jeździłam nim pod blokiem. Pamiętam to wspaniałe uczucie dumy, gdy udało mi się pokonać pierwsze okrążenie. A w szkole podstawowej, gdy losy mojej oceny z wuefu ważyły się (pomiędzy piątką a szóstką), nie omieszkałam napomknąć, iż codziennie przejeżdżam po osiedlu pięć kilometrów i to już na dwóch kołach, rzecz jasna. Uroczy wydaje mi się dzisiaj ten dystans.

Wystarczył na szóstkę?
– Nie pamiętam, ale to całkiem niewykluczone... (śmiech)

A pamiętasz swoją pierwszą całodzienną wycieczkę rowerową?
– To był chyba piknikowy wyjazd rodzinny po wałach Wisły do Tyńca. To z centrum Krakowa zaledwie dziesięć kilometrów, ale wróciłam do domu ostatkiem sił.

Nadal jeździłaś wtedy na tym pierwszym rowerze? 
– Już nie. Na szczęście należę do pokolenia, które na Pierwszą Komunię dostawało rowery, a nie konsole czy smartwatche. Przez długi czas byłam bardzo przywiązana do tego roweru, to był jaskraworóżowy góral, absolutny hit tamtych czasów. Nazwałam go Swallow (czyli jaskółka), bo zaczytywałam się wówczas w Karolu Mayu, który tak ochrzcił jednego z koni Old Shatterhanda. Jaskółka służyła mi aż do połowy studiów, gdy odkryłam, że rowerem można jeździć po mieście. Dziwię się, że wcześniej na to nie wpadłam... (śmiech). Przez cztery lata liceum dojeżdżałam codziennie z domu na Skałkach Twardowskiego do szkoły w Nowej Hucie, spędzając w tramwajach po dwie godziny, a nawet więcej. Dziś trudno mi to sobie wyobrazić.

A co się stało, że tak nagle Ciebie olśniło?
– I dlaczego tak późno…? Bo dopiero na studiach pomyślałam o zaproszeniu znajomych na rowerową eskapadę po Estonii. A o wyborze kierunku zdecydował argument, że tam jest płasko. Mam wątpliwości, czy powinnam przyznawać się do tego w „Rowertourze”... (śmiech)
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Wojtek Grela