okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 12/2016 >> Kiedy marzenia nie mogą czekać

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Robert Czerniak


Kiedy marzenia nie mogą czekać

Z Robertem Czerniakiem, podróżnikiem rowerowym, współautorem książki "Podróże do granic", rozmawia Jakub Terakowski
W drodze na Roraimę – Wyżyna Gujańska, Wenezuela
Kiedy po operacji mózgu Twój syn miał już nigdy więcej nie chodzić i resztę życia spędzić na wózku inwalidzkim, nie uwierzyłeś w to, nie poddałeś się i sam zacząłeś go rehabilitować. Udało się, Joachim nie tylko odzyskał sprawność, lecz także pokonał na rowerze dziesięć tysięcy kilometrów w Australii...
– Piszę o tym w książce, która ukaże się lada moment. Jej akcja rozpoczyna się w Boliwii latem 2008 roku, gdy nic jeszcze nie wróżyło dramatu. Przez sześć miesięcy prowadziłem tam własne obserwacje naukowe, aż przyszedł od Joachima list, który zmobilizował mnie do powrotu. Wspominam o tym w prologu książki. Mój powrót zbiegł się z jego osiemnastką i postanowiłem, że zamiast kupować mu zdezelowane auto czy jakiś inny prezent, zabiorę go do Ameryki Łacińskiej. Pojechaliśmy na trzy miesiące.

Na rowerach?
– Wówczas jeszcze nie. Spływaliśmy rzekami, podróżowaliśmy autobusami, chicken busami i trochę autostopem. Przemierzyliśmy trasę z Buenos Aires do Meksyku, a z każdym kilometrem pogłębiała się więź między nami. Po powrocie z wyprawy mój syn bez powodu zaczął się przewracać. Lekarze podejrzewali chorobę tropikalną, dopiero tomografia komputerowa pozwoliła postawić właściwą diagnozę, która brzmiała fatalnie: guz mózgu. Świat nam się zawalił. Przeprowadzono bardzo skomplikowaną operację, po której pojawiły się nietypowe powikłania – byłem przerażony! Po zabiegu Joachim był sparaliżowany od pasa w dół, poruszał rękami, lecz jego nogi nie reagowały na żadne bodźce. Według rokowań czekała go przyszłość na wózku, a ja nie mogłem w to uwierzyć. Nie dość, że rak – to jeszcze wózek, więc moje emocje sięgały zenitu. Gdy uznałem, że nadeszła właściwa pora, sam zacząłem go rehabilitować. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum Roberta Czerniaka