okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 8/2016 >> Bez dnia przerwy

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

Styl życia >> Michał Gozdera


Bez dnia przerwy

Z Michałem Gozderą, który w dwa miesiące przejechał przez 18 krajów Europy, rozmawia Jakub Terakowski
 
Nie trzeba jechać aż w Himalaje, aby zdobywać imponujące wzniesienia... 
– W ciągu dwóch tygodni pokonałem w Alpach dwa tysiące kilometrów w poziomie i niemal czterdzieści kilometrów w pionie. Wjechałem na dwanaście przełęczy położonych na wysokości ponad dwóch tysięcy metrów, a niższych, lecz równie forsownych, nie zliczę. Rekord ustanowiłem, pokonując jednego dnia ponad pięć tysięcy metrów różnicy poziomów. 

Skąd pomysł na taką wyprawę?
– Wcześniej jeździłem na długie wyprawy jednodniowe: najpierw, w roku 2012, zrealizowałem marzenie dzieciństwa i pojechałem z domu w Skierniewicach nad Bałtyk (400 kilometrów w niecałą dobę), rok później z Łodzi do Giżycka (410 kilometrów), a w następne wakacje do Pragi (450 kilometrów). Raz tylko wybrałem się na nieco dłużej: pokonanie trasy ze Świnoujścia do Helu zajęło mi trzy dni. Jeździłem wówczas na zwyczajnym rowerze trekkingowym, z kuferkiem na bagażniku, bez sakw. Aż kiedyś, na spacerze z żoną przyznałem się, że chciałbym wrócić na Lazurowe Wybrzeże, bo byłem tam jako gimnazjalista, laureat olimpiady...

Sportowej?
– Nie, matematycznej. Dwa lata temu widmo trzydziestki zajrzało mi w oczy... Chciałem wyruszyć, zanim stuknie, zabrzmiał więc ostatni dzwonek... I tak wykluwał się plan wyprawy. Wcześniej oczywiście słyszałem o Alpach, ale takie nazwy, jak Stelvio, Hochtor, Flüelapass, jeszcze pół roku przed wyprawą brzmiały dla mnie zupełnie abstrakcyjnie. Sięgnąłem po przewodniki, przejrzałem internet i harmonogram wyprawy powoli zaczął się układać w logiczną całość. Miałem plan A oraz B – awaryjny, na wypadek gdybym nie podołał trudnościom. 
 
Przygotowywałeś się też fizycznie?
– Tak, najpierw pojechałem w Góry Świętokrzyskie, bo są najbliżej, ale rozczarowały mnie, gdyż podjazdy okazały się zbyt łagodne. Tydzień później wybrałem się na Górę Kamieńsk, przez cały dzień wjeżdżałem na nią i zjeżdżałem. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Michała Gozdery