okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 4/2016 >> Hulajnoga przełamuje lody

poradniki

Jak zbliżyć się do ideału

Wycieczka rowerowa bez zdjęć? W erze fotografii cyfrowej to niemożliwe. Smartfon przecież zawsze jest pod ręką. Szybkim gestem wstrząsamy... »

Odchudzamy rower

Żadna wyprawa rowerowa nigdy nie odbyłaby się bez… roweru. W przedostatnim odcinku cyklu „Podróżowanie w stylu... »

Styl życia >> Piotr Kuszyński


Hulajnoga przełamuje lody

Z Piotrem Kuszyńskim, który na hulajnodze przejechał 2100 kilometrów, rozmawia Jakub Terakowski
Noga stojąca jest bardziej obciążona, warto ją zmieniać co kilka odepchnięć
Nazwałeś swoją podróż dość zagadkowo: „Od wschodu do zachodu, czyli z północy na południe”. Skąd dokąd zatem jechałeś?
– Forrest Gump pewnego dnia postanowił sobie pobiegać, a ja pojeździć na hulajnodze (śmiech). Wyruszając z domu w Inowrocławiu, nie miałem pojęcia, dokąd zmierzam. Moje fantazje krążyły wokół Słowenii, Chorwacji i Hiszpanii. Wszystkie te miejsca wymagały drogi z góry do dołu, czyli właśnie z północy na południe. Nie miejsce, a przygody były priorytetem. Ta podróż była kwintesencją mnie – zero logiki i spontan do kwadratu. 
A dlaczego od wschodu do zachodu? Bo założyłem, że chcę funkcjonować zgodnie z rytmem słońca. Bez zegarków, kalendarzy i innych czasomierzy – wszak szczęśliwi czasu nie liczą. Pierwszy człon nazwy mojej wyprawy nie ma zatem nic wspólnego z kierunkami świata.

Gdzie więc ostatecznie dotarłeś?
– Objechałem Polskę prawie dookoła.

Skąd ta nagła zmiana?
– W kontekście tej podróży ciężko operować pojęciem zmiana. Ruszając, nie wiedziałem nawet, czy wrócę za tydzień, czy za dwa miesiące. Jedyną mapą, jaka mi towarzyszyła, była prawie dwudziestoletnia mapa... Francji. Woziłem też zestaw garnków i zapas ryżu, choć nie miałem kuchenki, by ich ewentualnie użyć.
To była moja pierwsza podróż na hulajnodze. Pierwszy kryzys dopadł mnie już po 30 kilometrach. Czułem się wyeksploatowany. Pomyślałem wtedy, że to nie ma prawa się udać. Postanowiłem jednak, że dotrę do Krakowa, nawet gdybym pozostałe 450 kilometrów miał się czołgać z hulajnogą na plecach. A stamtąd wrócę już autobusem.

Ale nie wróciłeś.
– Nie. Życie w drodze to mój żywioł, kilka noclegów w namiocie i czułem się jak nowo narodzony. W Krakowie poczułem, że mogę wszystko. Wtedy dowiedziałem się jednak, że muszę przed końcem września zgłosić się w Gdańsku, na uczelnię, aby zdać egzamin z żeglarstwa. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Piotra Kuszyńskiego