okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 3/2016 >> W tym roku w obie strony

nowości

Minitorebka podsiodłowa

Zefal wprowadził do sprzedaży minimalistyczną torebkę podsiodłową o nazwie Z Micro Pack. Jej pojemność to zaledwie 0,15 l. Takie maleństwo... »

Winda rowerowa

Przechowujecie rowery w domu? Albo w miejscu, gdzie miejsca jest odrobinę zbyt mało? Litewska firma Parkis dzięki swojemu wieszakowi na rowery... »

Koszulka z rowerami

Wygląda bardzo „cywilnie”, ale tak naprawdę to w stu procentach koszulka techniczna, stworzona z myślą o rowerzyście, który... »

Butelka w razie potrzeby

Kto z nas, upychając pustą butelkę po wodzie mineralnej w sakwie, nie marzył o tym, by wymyślić zwijaną – elastyczny bukłak,... »

Kolorowe błotniki

Coś dla lubiących wyróżniać się kolorem, choć niekoniecznie bić nim po oczach. Błotniki firmy SKS charakteryzują bardzo delikatne... »

poradniki

Jednoślad na czterech kołach

Jeśli znudziły się Wam już trasy w najbliższym sąsiedztwie własnego domu, być może warto pomyśleć o doposażeniu Waszego dwuśladu... »

Styl życia >> Robert Janik


W tym roku w obie strony

Z Robertem Janikiem, kolarzem długodystansowym, twórcą i organizatorem Bałtyk Bieszczady Tour, rozmawia Jakub Terakowski
Robert Janik – z wykształcenia informatyk, z zamiłowania rowerzysta długodystansowcy
Bałtyk Bieszczady Tour to Pana dziecko?
– Dziecko? Tak, można tak powiedzieć... (śmiech)

Kiedy przyszło na świat?
– Dziesięć lat temu. Syn uprawiał kolarstwo, zachęcił mnie, jeździłem dużo, coraz więcej, wciągnęło mnie... Zacząłem się zastanawiać, ile kilometrów mógłbym pokonać, jadąc non stop. Zastosowałem metodę prób i błędów, testując własny organizm. Wtedy nie działały jeszcze fora internetowe, nie było Facebooka czy Naszej Klasy, więc nie mogłem korzystać z doświadczeń innych kolarzy. Zacząłem od magicznej stówy, następny był dystans „ile się da”, kolejny – z Leszna (gdzie wówczas mieszkałem) do Zakopanego. 550 kilometrów pokonałem w trzy dni. Rok później ponownie wyruszyłem do stolicy Tatr, w stylu „do upadłego”.

Czyli?
– Ciekawe, gdzie padnę...

I padł Pan na Krupówkach?
– Niestety nie, tuż za Nowym Targiem, więc już całkiem blisko, w rowie z widokiem na Giewont... (śmiech)

Po ilu godzinach jazdy?
– 34. Wtedy, w tym rowie, stwierdziłem, że już mogę zapisać się na wyścig dookoła Zalewu Szczecińskiego – 255 kilometrów. Na czterdzieste urodziny zgłosiłem więc swój akces, od razu do maksymalnej, podwójnej rundy. Miesiąc później okazało się, że organizatorzy dodali trzecią pętlę, dla chętnych: 765 kilometrów.

Zapisał się Pan?
– Oczywiście. Na drugim okrążeniu spotkałem znajomego, Wacława Żurakowskiego. Pokonaliśmy razem całą tę i następną, ostatnią rundę. Na finiszu zgodnie stwierdziliśmy, że brakuje nam czwartego okrążenia, 1000 kilometrów. Dopiero wówczas dystans byłby imponujący! A gdyby tak do tego nie kręcić się wokół Zalewu, lecz przejechać Polskę po przekątnej, czyli ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych, ponad 1000 kilometrów...? Majaczyliśmy z przemęczenia... Ale ziarno zostało zasiane... 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum BBT