okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 6/2015 >> Tysiące metrów nad poziom marzeń

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Grzegorz Szyszkowski


Tysiące metrów nad poziom marzeń

Z Grzegorzem Szyszkowskim, podróżnikiem, zdobywcą Kolosów, rozmawia Jakub Terakowski
Trawers płaskowyżu w otoczeniu bajecznie kolorowych skał. Boliwia, park REA
Co u Ciebie, Grzegorzu? Zdobyłeś dwa Kolosy i osiadłeś na laurach? Ostatnio nic o Tobie nie słychać... 
– Powiększyła mi się rodzina, zacząłem pracować w korporacji, to wiele zmienia w życiu. Ale zamierzam wybrać się na wyprawę rowerową jesienią tego roku, mam już zaklepane dwa miesiące urlopu. 

Gdzie planujesz pojechać tym razem? 
– Do północnego Tybetu. To rejon najrzadziej odwiedzany przez rowerzystów ze względu na brak dróg i deficyt wody. Jeżeli zatem po przygotowaniu dokładnego harmonogramu okaże się, że nie będę mógł regularnie uzupełniać jej zapasów, pojadę do indyjskiej części Kaszmiru. Moją idée fixe stanowi jednak Tybet. 

Dlaczego? 
– Bo jest najpiękniejszy, najsłabiej wyeksplorowany (dotychczas nikt nie przejechał tam samotnie więcej niż 300 kilometrów w stylu off-road) i niebezpieczny. Wreszcie – last but not least – od 2008 roku chińskie władze nie wydają pozwoleń na indywidualne podróżowanie po tym terenie. Akceptowane są tylko grupy zorganizowane z lokalnym przewodnikiem i oficerem politycznym, czyli zupełnie nie mój żywioł. 

Udało Ci się jakimś cudem zdobyć inne pozwolenie? 
– Nie, trasa mojej wyprawy prowadzi przez rejony geograficznie należące wprawdzie do Tybetu, lecz administracyjnie znajdujące się już poza nim, czyli na obszarze dwóch chińskich prowincji, gdzie tak ścisły rygor nie obowiązuje. 

Czy – jak zwykle – wybierasz się sam? 
– Tak, rodzina zostaje w domu. (śmiech) 
 
Podczas ostatniej wyprawy do Tadżykistanu już byłeś żonaty... 
– Owszem, miesiąc po ślubie pojechałem tam w samotną podróż poślubną. A po drodze zgubiłem obrączkę... (śmiech) 

Skąd to szczególne upodobanie do samotności? 
– Samotność mi nie przeszkadza. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Archiwum Grzegorza Szyszkowskiego