okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> 5/2015 >> Śpieszyłem się do domu

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Styl życia >> Dariusz Dziewulski


Śpieszyłem się do domu

Z Dariuszem Dziewulskim, który wybrał się w samotną podróż dookoła świata, rozmawia Jakub Terakowski
Nowy Jork, w tle Manhattan,16.08.2014
Skąd pomysł na wyprawę dookoła świata?
– Parę lat temu sprzedałem firmę i – po raz pierwszy od niepamiętnych czasów – w moim życiu pojawiło się kilka wolnych chwil. Postanowiłem przeznaczyć je na wyprawy rowerowe, gdyż zawsze lubiłem dwa kółka. Chciałem dotrzeć na wszystkie cztery krańce Europy. Zacząłem od Lizbony, rok później dojechałem na południową rubież Sycylii, następnie na Nordkapp, w końcu przyszedł więc czas na kierunek wschodni. I tu zaczął się problem, bo gdzie znajduje się granica pomiędzy Europą a Azją? Owszem, na mapie widać ją doskonale, lecz próżno jej szukać w terenie. Przy drodze, którą jechałem podczas wyprawy, nie było żadnej tablicy informacyjnej. Próbowałem pytać miejscowych, lecz wszyscy zgodnie twierdzili, że mieszkają w Europie, chociaż według wskazań GPS już od dawna byłem w Azji... (śmiech) 
 
Objechałeś kulę ziemską dookoła, bo nie wiedziałeś, gdzie znajduje się punkt, w którym powinieneś zawrócić?
– Można tak powiedzieć, lecz dylemat ten przewidziałem zawczasu, więc wyjeżdżając z domu na wschód, zamierzałem wrócić z zachodu. Na początku, planując trasę, zastanawiałem się nad zakończeniem wyprawy we Władywostoku, bo tam znajduje się naturalna i ewidentna granica nie do pokonania rowerem – wybrzeże. Stamtąd jednak do domu mam bliżej przez Stany, uznałem więc, że zamiast wracać po własnych śladach, przejadę wszerz USA oraz połowę Europy, a bezmiar oceanu pokonam samolotem. Niewiele brakowało, a cała podróż zakończyłaby się przed startem, w szpitalu. Trzy miesiące przed wyjazdem zoperowałem trzy przepukliny. Wcześniej spuchła mi noga, ból był trudny do zniesienia. Lekarze rozpoznali zator żylny. Jedni twierdzili, że w tej fazie może nawet spowodować gwałtowną śmierć, drudzy, że tylko (?) amputację. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Dariusza Dziewulskiego