okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 4/2015 >> Od opowieści do opowieści

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Karol Werner


Od opowieści do opowieści

Z Karolem Wernerem, podróżnikiem rowerowym, autorem książki „Kołem się toczy”, rozmawia Jakub Terakowski
Po sześciu godzinach podjazdu na 3500 m n.p.m. Kirgistan
Kiedy ukaże się Twoja książka?
– Właśnie powinna trafić na półki, już nie mogę się doczekać.
O czym będzie?
– O mojej wyprawie rowerowej przez Gruzję, Armenię, Iran, iracki Kurdystan i Turcję. O spotkanych po drodze ludziach, ich historiach, zwyczajach, kulturze. O legendarnej i ciągle niesłabnącej gościnności Gruzinów. O zmaganiach z rozpaloną irańską pustynią, przed której żarem uratował nas... arbuz. O niespodziewanym noclegu na komisariacie w Kurdystanie i o tureckich dzieciach, rzucających w nas kamieniami.
Myślałem, że to relacja z podróży, a okazuje się, że napisałeś kryminał... 
– (Śmiech). Bez przesady. Czy rzeczywiście arbuz nas uratował? Chyba użyłem tego słowa nieco na wyrost, lecz kto wie... Na szczęście nie przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Zawsze robiliśmy sobie przerwę około południa, gdy temperatura sięgała 40 stopni, bo w takim upale nie sposób jechać. Wtedy środek dnia złapał nas na irańskiej pustyni, tuż za miastem Naein. Bezskutecznie szukaliśmy jakiegoś cienia. I wówczas, gdy już mijaliśmy rogatki, dosłownie na ostatniej muldzie, spadł mi z bagażnika arbuz, pękając na dwie idealnie równe połówki. Cóż było robić? Zatrzymaliśmy się. I dopiero wtedy zauważyliśmy knajpkę, jak się okazało – ostatnią w mieście, przed kilometrami rozgrzanych do czerwoności bezdroży. Mało tego! Po kwadransie, gdy z naszego arbuza została już tylko łupina i zamierzaliśmy wyruszyć w dalszą drogę, rozpętała się gigantyczna burza piaskowa. Oglądaliśmy ją przez szybę, nie mogąc uwierzyć w nasze szczęście. Nie wiadomo, jak skończyłaby się ta przygoda, gdyby nie zatrzymał nas ten arbuz. 
A nocleg na komisariacie?
– Jeżeli masz nadzieję, że zostaliśmy aresztowani, to bardzo Cię rozczaruję... (śmiech). Wtedy, jak co wieczór, szukaliśmy miejsca pod namiot. 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum Karola Wernera