okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 1/2015 >> Samotna podróż byłaby szaleństwem!

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Korespondencja >> Namibia – część II


Samotna podróż byłaby szaleństwem!

Michał Sitarz
Czasami kaktus bywa jedynym schronieniem przed palącym słońcem
Jak zwykle około godziny 17.30, czyli tuż przed zapadnięciem ciemności, rozglądamy się za odpowiednim miejscem na biwak. W tych warunkach odpowiednie miejsce to takie, które jest w miarę równe, osłonięte przed wzrokiem ludzi i nie jest najeżone kolcami. 
 
Szczęśliwie znajdujemy taki skrawek, wprowadzamy rowery, zacieramy ślady na piasku. Gdy zrzucamy bagaż, słyszymy odgłos samochodu. Jak zwykle w takich sytuacjach padamy na ziemię, mając nadzieję, że żadne spojrzenie nie wyłowi nas spośród ciągnących się aż po horyzont zarośli. Samochód przejeżdża ze sporą prędkością, mija nas. Uczucie ulgi. Niestety krótkotrwałe. Pikap zatrzymuje się, cofa. Nie ma sensu dłużej się chować. Kilku mężczyzn stojących na pace, tyłem do kierunku jazdy, widocznie baczniej obserwowało bezkresny busz, niżby nam się mogło wydawać. Wychodzę na drogę, nie chcę dać obcym pretekstu, aby mieli sposobność zlustrowania naszego ekwipunku, liczby osób i rowerów. Im mniej wiedzą, tym lepiej. Przeważnie, jeśli to możliwe, Ola pozostaje w ukryciu, a ja mówię, że jest nas trójka. Trzech mężczyzn, znaczy się. Trzech w chwili obecnej. Pozostali, rzecz jasna, dojadą później, po zmroku. Pytam czarnoskórego kierowcę o twarzy pokrytej licznymi bliznami, czy możemy spędzić noc w tym miejscu. Mężczyźni zdają się być przyjaźni, mówią, że są pracownikami pobliskiej farmy i nasz namiot absolutnie nie będzie dla nikogo problemem. Dziękuję za przyzwolenie, po czym stwierdzam, iż najwyższy czas zabierać się za rozkładanie obozu. Przecież zaraz wszystko spowije czarna noc i mocno ograniczy nasze możliwości percepcyjne, co nigdy, a w Afryce w szczególności, nie jest sytuacją pożądaną. 
Gdy samochód znika z pola widzenia, szybko wracam do rowerów, w kilkadziesiąt sekund zarzucamy worki na bagażniki i wytaczamy nasze jednoślady na drogę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Aleksandra Nikitin