okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2014 >> Z rowerem wśród zwierząt

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Korespondencja >> Namibia – część I


Z rowerem wśród zwierząt

Michał Sitarz
Martwe pnie drzew w Dead Vlei

Podróż do Namibii odkładaliśmy od kilku lat. Obawialiśmy się, że niekończące się druciane płoty wzdłuż wielu dróg ograniczą i przytłoczą nas, że nie sposób pokonać kilometrów piachu wiodących do najbardziej atrakcyjnych miejsc, że kraj z największą na świecie liczbą skorpionów i śmiertelnie niebezpiecznych węży to nie miejsce na rower i swobodne biwakowanie.

Do tego wielkie odległości pomiędzy źródłami wody, realne zagrożenie ze strony słoni, lwów, nosorożców i innych dzikich zwierząt. Kilka osób, które znają Namibię, odradzało nam ten kraj właśnie z tych i podobnych względów. Mówiły, że kraj, owszem, jest fantastyczny, ale z perspektywy samochodu z napędem na cztery koła. Do tego publikacje, takie jak przewodnik Lonely Planet, w których można przeczytać, że Namibia to kraj całkowicie nieodpowiedni na rowerową podróż. Wychodzimy jednak z założenia, że dopóki sami nie spróbujemy, nie będziemy wiedzieć, jak jest naprawdę. Decydujemy się więc na Namibię – kraj pomiędzy pustyniami Namib i Kalahari, o powierzchni prawie trzykrotnie większej od Polski, zamieszkany przez nieco ponad dwa miliony ludzi.
W Warszawie bez kłopotu udaje nam się nadać okazałe pakunki z bagażami. Krótki lot i siedem godzin oczekiwania we Frankfurcie na właściwy statek powietrzny. Po dziesięciu godzinach lotu osiadamy na odległym lądzie. Kartony z rowerami i reszta sprzętu, zapakowane w worki na zboże, wyglądają na nienaruszone. Nie dowierzamy, że to już, że zaraz opuścimy lotniskowy terminal i wkroczymy w nową rzeczywistość. Światło i temperatura są bardzo przyjemne. Ciężko uwierzyć, że to tutejsza zima. Poskładanie rowerów i przepakowanie bagażu zajmuje sporo czasu. W końcu, gdy wszystko jest gotowe, niezbyt pewnie pokonujemy pierwsze metry. Musimy szybko przywyknąć do jazdy na obładowanych rowerach, dodatkowo pamiętając, że ruch jest tutaj lewostronny.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Michał Sitarz i Aleksandra Nikitin