okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 10/2014 >> Z rowerem wśród zwierząt

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Korespondencja >> Namibia – część I


Z rowerem wśród zwierząt

Michał Sitarz
Martwe pnie drzew w Dead Vlei

Podróż do Namibii odkładaliśmy od kilku lat. Obawialiśmy się, że niekończące się druciane płoty wzdłuż wielu dróg ograniczą i przytłoczą nas, że nie sposób pokonać kilometrów piachu wiodących do najbardziej atrakcyjnych miejsc, że kraj z największą na świecie liczbą skorpionów i śmiertelnie niebezpiecznych węży to nie miejsce na rower i swobodne biwakowanie.

Do tego wielkie odległości pomiędzy źródłami wody, realne zagrożenie ze strony słoni, lwów, nosorożców i innych dzikich zwierząt. Kilka osób, które znają Namibię, odradzało nam ten kraj właśnie z tych i podobnych względów. Mówiły, że kraj, owszem, jest fantastyczny, ale z perspektywy samochodu z napędem na cztery koła. Do tego publikacje, takie jak przewodnik Lonely Planet, w których można przeczytać, że Namibia to kraj całkowicie nieodpowiedni na rowerową podróż. Wychodzimy jednak z założenia, że dopóki sami nie spróbujemy, nie będziemy wiedzieć, jak jest naprawdę. Decydujemy się więc na Namibię – kraj pomiędzy pustyniami Namib i Kalahari, o powierzchni prawie trzykrotnie większej od Polski, zamieszkany przez nieco ponad dwa miliony ludzi.
W Warszawie bez kłopotu udaje nam się nadać okazałe pakunki z bagażami. Krótki lot i siedem godzin oczekiwania we Frankfurcie na właściwy statek powietrzny. Po dziesięciu godzinach lotu osiadamy na odległym lądzie. Kartony z rowerami i reszta sprzętu, zapakowane w worki na zboże, wyglądają na nienaruszone. Nie dowierzamy, że to już, że zaraz opuścimy lotniskowy terminal i wkroczymy w nową rzeczywistość. Światło i temperatura są bardzo przyjemne. Ciężko uwierzyć, że to tutejsza zima. Poskładanie rowerów i przepakowanie bagażu zajmuje sporo czasu. W końcu, gdy wszystko jest gotowe, niezbyt pewnie pokonujemy pierwsze metry. Musimy szybko przywyknąć do jazdy na obładowanych rowerach, dodatkowo pamiętając, że ruch jest tutaj lewostronny.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Michał Sitarz i Aleksandra Nikitin