okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 9/2013 >> Rowerzyści zawsze siebie odnajdą

poradniki

Jak zbliżyć się do ideału

Wycieczka rowerowa bez zdjęć? W erze fotografii cyfrowej to niemożliwe. Smartfon przecież zawsze jest pod ręką. Szybkim gestem wstrząsamy... »

Odchudzamy rower

Żadna wyprawa rowerowa nigdy nie odbyłaby się bez… roweru. W przedostatnim odcinku cyklu „Podróżowanie w stylu... »

Styl życia >> Michał Mizera


Rowerzyści zawsze siebie odnajdą

Z Michałem Mizerą, założycielem Trójmiejskiego Portalu Wycieczek Pieszych i Rowerowych, rozmawia Jakub Terakowski
Podczas wycieczki do Przywidza

Ile to już lat minęło, odkąd prowadzisz stronę RWM (Ride With Me)?
– Dla mnie RWM to trochę przeszłość i – mam nadzieję – także przyszłość, ale teraz nie poświęcam jej tyle czasu, co dawniej. Kiedyś dziesięć godzin dziennie było dla mnie mało, dzisiaj mam inne priorytety.

Mianowicie?

– Urodziła mi się córka.

Kto więc o RWM mógłby powiedzieć więcej niż Ty?

– Nikt.

Jak to się zatem zaczęło?

– W 2005 roku tata kupił sobie rower. „Junior, wybrałbyś się gdzieś ze mną”
– zaczął mnie namawiać. Sprawiłem sobie zatem własne dwa kółka. Nigdy nie dotarliśmy dalej niż do Sopotu, a to jest nie więcej niż pół godziny drogi od domu... (śmiech) Szybko poczułem niedosyt, znalazłem w sieci zaproszenie na wycieczkę; pamiętam ją do dzisiaj. Miało być 60 kilometrów w obydwie strony, było 60 kilometrów, ale w jedną. Pojechałem kompletnie nieprzygotowany, źle ubrany, na kiepskim rowerze, poddałem się w połowie drogi.

Wróciłeś do domu na piechotę?

– „Tato, ratuj” – zadzwoniłem do seniora.

Jakie błędy popełniłeś?

– Wyruszaliśmy wcześnie rano. Było zimno, ubrałem dwa podkoszulki, bluzę, sweter, golf i kask do skakania typu „orzech”. Dzień zrobił się upalny. Zdejmowałem kolejne warstwy, ale nie miałem ze sobą ani sakw, ani nawet plecaka, do którego mógłbym wrzucić ten cały koszmarny majdan. Jechaliśmy szlakiem Wzgórz Przywidzkich, trasa była karkołomna, a mój mały, ciężki rower zupełnie się na takie wyprawy nie nadawał.

A skąd w ogóle pojawiła się w Tobie potrzeba jeżdżenia z grupą?

– Znudziły mi się spacery z tatą, a na samotne nie miałem ani ochoty, ani odwagi. Dołączyłem do GER (Gdańska Ekipa Rowerowa), rozkręciłem się, w 2006 roku przejechałem 8000 kilometrów. Wyjeżdżałem w sobotę o świcie, wracałem w niedzielę po zmroku.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Archiwum Michała Mizery