okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 4/2013 >> Wystarczyła mi kreska na zdjęciu

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Anna Baran


Wystarczyła mi kreska na zdjęciu

Z Anną Baran o samotnej, trzymiesięcznej wyprawie na Nordkapp rozmawia Jakub Terakowski
Hakuna Matata,czyli nie mam zmartwień – twierdzi Anna Baran

Czy jesteś feministką?
– Nie, dlaczego?
Bo w liście do redakcji napisałaś: teraz już żaden facet nie może się przy mnie przechwalać, że wyprawa na Nordkapp to jakieś megaosiągnięcie, wymagające superkondycji, bo całkiem spoko mi to poszło.
– Przed wyjazdem nasłuchałam się niestworzonych historii o Norwegii! Mówiono mi, że tam są same góry, że nie dam rady. Przeczytałam mnóstwo relacji, najczęściej z wypraw wieloosobowych. A jeżeli już ktoś jechał na Nordkapp samotnie, zawsze był to macho, szczegółowo opisujący mozolne treningi przed startem i heroiczne zmagania z żywiołem po drodze.
Nie zniechęciło Cię to?
– Ani trochę.
Dużo trenowałaś przed wyjazdem?
– Nic, a nic.
Nie żałowałaś tego potem?
– Kondycję zdążyłam wyrobić sobie po drodze. Niecierpliwie czekałam na te góry, a za Oslo jest jeszcze mnóstwo asfaltu płaskiego jak stół. W końcu pojawiły się pierwsze większe wzniesienia. No, dobrze – pomyślałam – przecież liczyłam się z tym. I nawet nie wiem, kiedy wjechałam na szczyt... Potem, owszem, zdarzały się ostre podjazdy, ale nie dłuższe niż dziesięciokilometrowe, a na górze zawsze mogłam złapać oddech na kolejnym poziomym odcinku.
I tak niepostrzeżenie dojechałaś aż na sam Nordkapp?
– Nie całkiem bezboleśnie, ale góry, których tak się obawiałam, okazały się w rzeczywistości mniej groźne niż w opowieściach. Poza tym byłam psychicznie przygotowana na spotkanie z nimi i to mi wystarczyło. Miałam dużo czasu, nie musiałam się śpieszyć; zsiadałam z roweru, gdy czułam się zmęczona, i czekałam, aż znowu będzie mi się chciało wsiąść. Cieszyły mnie podjazdy, gdyż uważałam, że im więcej ich pokonam, tym więcej siły będę miała na następnych.
Czy to była Twoja pierwsza wyprawa rowerowa?
– Tak. Dlatego zaplanowałam trasę blisko domu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Archiwum Anny Baran