okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2013 >> Wystarczyła mi kreska na zdjęciu

nowości

Lusterko bez wibracji

Sehen to ciekawe rozwiązanie dla miejskich cyklistów. Montowane do ramki okularów minilusterko pozwala zawsze wiedzieć, co dzieje... »

Widoczna kamizelka

Próbowaliście kiedyś pokonać 100 kilometrów w kamizelce odblaskowej? Niektóre modele sprzedawane w marketach potrafią po... »

Bateria współdzielona

Australijczycy z firmy Knog postanowili przedefiniować sposób patrzenia na kwestię oświetlenia i dystrybucji energii. Ich nowy produkt pod... »

Opony na zielono

Opona rowerowa składa się z wielu różnych materiałów, jednak bieżnik jest w całości wykonany z gumy i stanowi od 70 do 80... »

Przyczepka z piórowymi resorami

Nowość w przyczepkach Qeridoo! Kidgoo, najmłodsze „dziecko” niemieckiego producenta, to przyczepka oparta na zawieszeniu zbudowanym z... »

Nerki wracają do łask

Nieodzowny atrybut każdego handlarza na bazarze w latach 90., czyli tak zwana torebka nerka, wraca do łask – producenci przygotowują modne i... »

poradniki

Mała dziura, wielki problem

Złapać gumę, kapcia lub po prostu przebić oponę. Niezależnie od nazwy skutek jest ten sam – przymusowa przerwa na naprawę. Załatanie... »

Nie daj się słocie

Jak przetrwać jesień i zimę na rowerze? Praktyczna zasada, którą kierują się doświadczeni cykliści, brzmi: na rower ubierajcie się w... »

Styl życia >> Anna Baran


Wystarczyła mi kreska na zdjęciu

Z Anną Baran o samotnej, trzymiesięcznej wyprawie na Nordkapp rozmawia Jakub Terakowski
Hakuna Matata,czyli nie mam zmartwień – twierdzi Anna Baran

Czy jesteś feministką?
– Nie, dlaczego?
Bo w liście do redakcji napisałaś: teraz już żaden facet nie może się przy mnie przechwalać, że wyprawa na Nordkapp to jakieś megaosiągnięcie, wymagające superkondycji, bo całkiem spoko mi to poszło.
– Przed wyjazdem nasłuchałam się niestworzonych historii o Norwegii! Mówiono mi, że tam są same góry, że nie dam rady. Przeczytałam mnóstwo relacji, najczęściej z wypraw wieloosobowych. A jeżeli już ktoś jechał na Nordkapp samotnie, zawsze był to macho, szczegółowo opisujący mozolne treningi przed startem i heroiczne zmagania z żywiołem po drodze.
Nie zniechęciło Cię to?
– Ani trochę.
Dużo trenowałaś przed wyjazdem?
– Nic, a nic.
Nie żałowałaś tego potem?
– Kondycję zdążyłam wyrobić sobie po drodze. Niecierpliwie czekałam na te góry, a za Oslo jest jeszcze mnóstwo asfaltu płaskiego jak stół. W końcu pojawiły się pierwsze większe wzniesienia. No, dobrze – pomyślałam – przecież liczyłam się z tym. I nawet nie wiem, kiedy wjechałam na szczyt... Potem, owszem, zdarzały się ostre podjazdy, ale nie dłuższe niż dziesięciokilometrowe, a na górze zawsze mogłam złapać oddech na kolejnym poziomym odcinku.
I tak niepostrzeżenie dojechałaś aż na sam Nordkapp?
– Nie całkiem bezboleśnie, ale góry, których tak się obawiałam, okazały się w rzeczywistości mniej groźne niż w opowieściach. Poza tym byłam psychicznie przygotowana na spotkanie z nimi i to mi wystarczyło. Miałam dużo czasu, nie musiałam się śpieszyć; zsiadałam z roweru, gdy czułam się zmęczona, i czekałam, aż znowu będzie mi się chciało wsiąść. Cieszyły mnie podjazdy, gdyż uważałam, że im więcej ich pokonam, tym więcej siły będę miała na następnych.
Czy to była Twoja pierwsza wyprawa rowerowa?
– Tak. Dlatego zaplanowałam trasę blisko domu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Archiwum Anny Baran