okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 9/2012 >> Szczęście trwa kilka minut

poradniki

Gotowanie w wersji light

W Polsce trudno o miejsce, z którego nie bylibyśmy w stanie dojechać rowerem w ciągu godziny do jakiejkolwiek osady ludzkiej. Czy w takim... »

Kross Trans Hybrid 5.0

Większości krytykantów rowerów wspomaganych elektrycznie zwykle zadaję jedno proste pytanie: jeździliście już kiedyś na jednym z... »

Styl życia >> Mariusz Nocoń


Szczęście trwa kilka minut

Z Mariuszem Noconiem, rowerzystą i downhillowcem, chorującym na Zespół Tourette’a, rozmawia Jakub Terakowski
Po treningu, Wisła – Stożek 2010

Kim jest Steve Peat?
– To mistrz świata w downhillu z 2009 roku. A downhill to ekstremalna odmiana kolarstwa górskiego, zwycięża ten, kto najszybciej zjedzie w dół po stromym stoku góry. Punkty do Pucharu Świata zbierane są podczas kilkunastu zawodów. Trzy lata temu Steve zdobył ich najwięcej, natomiast aktualnym mistrzem świata jest Danny Hart, też Anglik.

A dlaczego nazywają Ciebie polskim Stevem?

– Bo mnie zainspirował. Znajomi mówią, że on jest mistrzem w pokonywaniu najtrudniejszych tras, a ja – w pokonywaniu choroby. Pamiętam dokładnie jak 17 lat temu oglądałem MTV Sport i po raz pierwszy zobaczyłem zawody w downhillu. Od razu straciłem głowę... Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem rower, najpierw zwyczajny, typu all mountain, potem wymieniłem w nim ramę na zjazdową i sukcesywnie go udoskonalałem. Oglądałem w telewizji wszystkie zawody, zwróciłem uwagę na Steve’a, zaimponował mi jego styl jazdy, zauważyłem też, że jesteśmy podobni do siebie, mamy ten sam wzrost, nawet brakuje nam tego samego zęba... (śmiech) Zespół Tourette’a, na który cierpię, charakteryzują obsesje i stany maniakalne. Można powiedzieć, że zachorowałem wtedy na syndrom teamu Syndicate.

Syndicate?

– Steve jeździ w tym zespole. Okleiłem rower jego emblematami, ubierałem się jak zawodnicy, nawet kask miałem identyczny, upodabniałem się do Steve’a.

Próbowałeś się z nim skontaktować?

– Napisałem do niego, opowiedziałem o chorobie. Odpowiedział, że podziwia moją determinację. Przysłał mi też swój podkoszulek z autografem. Długo wahałem się, czy oprawić go w ramkę i powiesić na ścianie, czy ubierać na zawody... W końcu postanowiłem go nosić. Raz przewróciłem się w nim, a spadając, myślałem tylko o tym, jak upaść, aby go nie zniszczyć; ani rower, ani moje bezpieczeństwo nie były dla mnie tak ważne.

A dlaczego zafascynował Cię akurat downhill?

– Przez kilka lat grałem w koszykówkę, bo wysoki wzrost mnie do tego predysponuje. Nudziłem się jednak na boisku okrutnie. Choroba potrzebowała większej dawki adrenaliny, musiałem rozładować się. Pociągały mnie wszystkie sporty ekstremalne, lecz wybrałem downhill.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Paweł Schoelling