okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 9/2012 >> Szczęście trwa kilka minut

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Mariusz Nocoń


Szczęście trwa kilka minut

Z Mariuszem Noconiem, rowerzystą i downhillowcem, chorującym na Zespół Tourette’a, rozmawia Jakub Terakowski
Po treningu, Wisła – Stożek 2010

Kim jest Steve Peat?
– To mistrz świata w downhillu z 2009 roku. A downhill to ekstremalna odmiana kolarstwa górskiego, zwycięża ten, kto najszybciej zjedzie w dół po stromym stoku góry. Punkty do Pucharu Świata zbierane są podczas kilkunastu zawodów. Trzy lata temu Steve zdobył ich najwięcej, natomiast aktualnym mistrzem świata jest Danny Hart, też Anglik.

A dlaczego nazywają Ciebie polskim Stevem?

– Bo mnie zainspirował. Znajomi mówią, że on jest mistrzem w pokonywaniu najtrudniejszych tras, a ja – w pokonywaniu choroby. Pamiętam dokładnie jak 17 lat temu oglądałem MTV Sport i po raz pierwszy zobaczyłem zawody w downhillu. Od razu straciłem głowę... Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem rower, najpierw zwyczajny, typu all mountain, potem wymieniłem w nim ramę na zjazdową i sukcesywnie go udoskonalałem. Oglądałem w telewizji wszystkie zawody, zwróciłem uwagę na Steve’a, zaimponował mi jego styl jazdy, zauważyłem też, że jesteśmy podobni do siebie, mamy ten sam wzrost, nawet brakuje nam tego samego zęba... (śmiech) Zespół Tourette’a, na który cierpię, charakteryzują obsesje i stany maniakalne. Można powiedzieć, że zachorowałem wtedy na syndrom teamu Syndicate.

Syndicate?

– Steve jeździ w tym zespole. Okleiłem rower jego emblematami, ubierałem się jak zawodnicy, nawet kask miałem identyczny, upodabniałem się do Steve’a.

Próbowałeś się z nim skontaktować?

– Napisałem do niego, opowiedziałem o chorobie. Odpowiedział, że podziwia moją determinację. Przysłał mi też swój podkoszulek z autografem. Długo wahałem się, czy oprawić go w ramkę i powiesić na ścianie, czy ubierać na zawody... W końcu postanowiłem go nosić. Raz przewróciłem się w nim, a spadając, myślałem tylko o tym, jak upaść, aby go nie zniszczyć; ani rower, ani moje bezpieczeństwo nie były dla mnie tak ważne.

A dlaczego zafascynował Cię akurat downhill?

– Przez kilka lat grałem w koszykówkę, bo wysoki wzrost mnie do tego predysponuje. Nudziłem się jednak na boisku okrutnie. Choroba potrzebowała większej dawki adrenaliny, musiałem rozładować się. Pociągały mnie wszystkie sporty ekstremalne, lecz wybrałem downhill.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Paweł Schoelling