okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2012 >> Rower jest naszym wyrzeczeniem

poradniki

Brudna robota

Zgrzyty, piski lub przeskakujący łańcuch to tylko niektóre z oznak zaniedbanego napędu. Rozwiązaniem jest zazwyczaj regularne czyszczenie... »

Wyprawa numeru >> Gruzja


Rower jest naszym wyrzeczeniem

Michał Sitarz
Spotkanie na zabytkowym moście (Adżaria)

Już na początku naszej kaukaskiej podróży musieliśmy się wykazać sporą dawką improwizacji. Czyż jednak elastyczność nie jest największą zaletą każdego planu? Nie pojechaliśmy tam przecież z zamiarem realizacji jakiegoś konkretnego zadania według ściśle ustalonej sekwencji i chronologii. Niech zatem zdarzenia same kreują przebieg naszej podróży.

Na lotnisku w Tbilisi jesteśmy późno w nocy albo, jak kto woli, wczesnym rankiem. Droga z lotniska jest początkowo całkowicie pusta, jednak po kilku kilometrach wjeżdżamy na szosę znacznie bardziej ruchliwą. Gdyby nie upał, duża liczba samochodów, otwarte studzienki, do których można wpaść z całym rowerem, jechałoby się naprawdę przyjemnie.
Najpierw chcemy przez pewien czas popedałować w Armenii, a dopiero później poświęcić czas na Gruzję. Kierujemy się więc na południe, zamierzamy jak najszybciej oddalić się od miasta, co jednak wcale nie jest takie proste. Zaraz po przekroczeniu granicy armeńskiej zauważam, że coś mi bije w tylnym kole. Oględziny i szybka diagnoza, niezbyt pomyślna trzeba dodać: tylna obręcz rozwarstwiła się i mamy spory problem. Obręcz wprawdzie DH, ale przejechała pewnie o jedną podróż za dużo. Operacja naprawiania koła, próby jego spawania w armeńskim kombinacie to temat na zupełnie inną opowieść (relacja z Armenii w numerze lipcowym „Rowertouru”). Koniec końców, po licznych perypetiach jesteśmy na dworcu w armeńskim Vanadzor i pośród kilku zaparkowanych busów dostrzegamy tabliczkę „Tbilisi”. Biorąc pod uwagę, iż wszyscy pytani wczoraj sceptycznie odnosili się do możliwości zakupu obręczy w Erywaniu, szybko analizujemy nowy wariant – powrót do punktu startu.
Jak się okazuje, również w Tbilisi zdobycie mocnego koła jest nie lada wyzwaniem. Po wielu perypetiach dostajemy kontakt do ponoć najlepszego speca rowerowego w Gruzji. Jego warsztat mieści się na drugim brzegu rzeki. Gdy już jesteśmy niedaleko wskazanej lokalizacji, dzwonię do niego. Po pięciu minutach przyjeżdża na rowerze i mówi, żeby się za nim kierować. Wsiada na swój bicykl, wykonuje może pięć ruchów pedałami i łańcuch dosłownie ukręca mu przerzutkę i klinuje się zdeformowany w kasecie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin