okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 6/2012 >> Rower jest naszym wyrzeczeniem

nowości

Nowy kask od Kasku

Bohater tegorocznego Tour de France, Chris Froome po zdobyciu żółtej koszulki lidera musiał oddać ją tylko na dwa etapy Włochowi Fabio... »

Luźny styl

Luźna koszulka techniczna firmy Dartmoor przekonuje do siebie nierowerowym wyglądem, a jednocześnie… właściwościami koszulki rowerowej.... »

Koszulka nawadniająca

Jeśli lubisz mieć pod ręką ustnik bukłaka, a jednocześnie w plecaku nie czujesz się dobrze na trasie, warto rzucić okiem na nową koszulkę,... »

poradniki

Wszystko, co się świeci

Bauke Mollema – holenderski kolarz wraz z kolegami z grupy Trek-Segafredo przygotowując się do jazdy na czas w tegorocznym Giro d'Italia, nie... »

Kompletujemy narzędzia

Korzystanie z roweru nie ogranicza się jedynie do zdobywania kolejnych kilometrów. Bez względu na to, czy jeździmy na nim do pracy czy... »

Wyprawa numeru >> Gruzja


Rower jest naszym wyrzeczeniem

Michał Sitarz
Spotkanie na zabytkowym moście (Adżaria)

Już na początku naszej kaukaskiej podróży musieliśmy się wykazać sporą dawką improwizacji. Czyż jednak elastyczność nie jest największą zaletą każdego planu? Nie pojechaliśmy tam przecież z zamiarem realizacji jakiegoś konkretnego zadania według ściśle ustalonej sekwencji i chronologii. Niech zatem zdarzenia same kreują przebieg naszej podróży.

Na lotnisku w Tbilisi jesteśmy późno w nocy albo, jak kto woli, wczesnym rankiem. Droga z lotniska jest początkowo całkowicie pusta, jednak po kilku kilometrach wjeżdżamy na szosę znacznie bardziej ruchliwą. Gdyby nie upał, duża liczba samochodów, otwarte studzienki, do których można wpaść z całym rowerem, jechałoby się naprawdę przyjemnie.
Najpierw chcemy przez pewien czas popedałować w Armenii, a dopiero później poświęcić czas na Gruzję. Kierujemy się więc na południe, zamierzamy jak najszybciej oddalić się od miasta, co jednak wcale nie jest takie proste. Zaraz po przekroczeniu granicy armeńskiej zauważam, że coś mi bije w tylnym kole. Oględziny i szybka diagnoza, niezbyt pomyślna trzeba dodać: tylna obręcz rozwarstwiła się i mamy spory problem. Obręcz wprawdzie DH, ale przejechała pewnie o jedną podróż za dużo. Operacja naprawiania koła, próby jego spawania w armeńskim kombinacie to temat na zupełnie inną opowieść (relacja z Armenii w numerze lipcowym „Rowertouru”). Koniec końców, po licznych perypetiach jesteśmy na dworcu w armeńskim Vanadzor i pośród kilku zaparkowanych busów dostrzegamy tabliczkę „Tbilisi”. Biorąc pod uwagę, iż wszyscy pytani wczoraj sceptycznie odnosili się do możliwości zakupu obręczy w Erywaniu, szybko analizujemy nowy wariant – powrót do punktu startu.
Jak się okazuje, również w Tbilisi zdobycie mocnego koła jest nie lada wyzwaniem. Po wielu perypetiach dostajemy kontakt do ponoć najlepszego speca rowerowego w Gruzji. Jego warsztat mieści się na drugim brzegu rzeki. Gdy już jesteśmy niedaleko wskazanej lokalizacji, dzwonię do niego. Po pięciu minutach przyjeżdża na rowerze i mówi, żeby się za nim kierować. Wsiada na swój bicykl, wykonuje może pięć ruchów pedałami i łańcuch dosłownie ukręca mu przerzutkę i klinuje się zdeformowany w kasecie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin