okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 12/2010 >> Wiatr rządzi w królestwie żywiołów

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Wyprawa numeru >> Islandia


Wiatr rządzi w królestwie żywiołów

Michał Sitarz
Pole lawy na półwyspie Snæfellsnes, zwanym Islandią w miniaturze

Zanim zaczniecie czytać, wiedzcie jedno: Islandia nie jest dla ludzi niecierpliwych, dla rowerzystów, dla których dzień wietrzny i deszczowy to „dzień świra” i skołatanych nerwów.

Na malutkim, prawie pustym lotnisku w Keflaviku lądujemy późnym popołudniem. Islandia wita nas słoneczną pogodą, błękitnym niebem i przelotnym opadem deszczu niewiadomego pochodzenia.
Po przejechaniu kilkunastu kilometrów opustoszałą drogą rozbijamy namiot na rozległej równinie pokrytej miękkim mchem. Poranek jest słoneczny, powietrze bardzo łagodne, wzdłuż drogi rozciągają się pola lawy. Z premedytacją nie skręcamy w szutrowe drogi półwyspu Reykjanes, zostawimy je sobie na deser. Chcemy nieco pokręcić po asfalcie. Zobaczyć, jak sprawdzi się sprzęt i przede wszystkim zaprowiantować się solidnie na dalsze dni.
Natężenie ruchu w okolicach Reykjaviku jest spore, dopiero po zjeździe na drogę numer 39 możemy odetchnąć z ulgą: samochody znikają całkowicie, jest przepiękne, słoneczne popołudnie, na horyzoncie rysuje się morze. Nocujemy w obrębie naturalnej skalnej fortyfikacji.
Poranek jest wietrzny, pedałujemy nad brzegiem morza i patrzymy, jak ciemne chmury ustępują miejsca jaskrawemu błękitowi. Teren jest płaski, krajobrazy sielskie, może nie spektakularne, ale po prostu – pięknie tu. Pusto. Z wyjątkiem ptaków, które – kiedy tylko przejeżdżamy – wznoszą niebywały wrzask i… atakują nas. Lepiej mieć kask na głowie, bo kto wie, co może się zdarzyć. Brak nocnych ciemności (trwa dzień polarny) powoduje, że nie trzeba się nigdzie spieszyć, tym bardziej, że wieczorem główna droga pustoszeje. Namiot rozbijamy przed północą, na ciągnącym się aż po horyzont omszałym polu. W oddali widać charakterystyczne kształty archipelagu Vestmannaeyjar. Podłoże jest pokryte niezwykle drobnym pyłem wulkanicznym, który szybko pokrywa także znaczną część ekwipunku i naszych ciał. Tak, to przecież niedaleko stąd doszło do erupcji wulkanu Eyjafjallajökull, co sparaliżowało ruch lotniczy w całej Europie. Przed południem podziwiamy dwa spektakularne wodospady – Seljalandsfoss oraz Skogarfoss – na które można by patrzeć całymi godzinami.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin, Michał Sitarz