okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 12/2010 >> Wiatr rządzi w królestwie żywiołów

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Wyprawa numeru >> Islandia


Wiatr rządzi w królestwie żywiołów

Michał Sitarz
Pole lawy na półwyspie Snæfellsnes, zwanym Islandią w miniaturze

Zanim zaczniecie czytać, wiedzcie jedno: Islandia nie jest dla ludzi niecierpliwych, dla rowerzystów, dla których dzień wietrzny i deszczowy to „dzień świra” i skołatanych nerwów.

Na malutkim, prawie pustym lotnisku w Keflaviku lądujemy późnym popołudniem. Islandia wita nas słoneczną pogodą, błękitnym niebem i przelotnym opadem deszczu niewiadomego pochodzenia.
Po przejechaniu kilkunastu kilometrów opustoszałą drogą rozbijamy namiot na rozległej równinie pokrytej miękkim mchem. Poranek jest słoneczny, powietrze bardzo łagodne, wzdłuż drogi rozciągają się pola lawy. Z premedytacją nie skręcamy w szutrowe drogi półwyspu Reykjanes, zostawimy je sobie na deser. Chcemy nieco pokręcić po asfalcie. Zobaczyć, jak sprawdzi się sprzęt i przede wszystkim zaprowiantować się solidnie na dalsze dni.
Natężenie ruchu w okolicach Reykjaviku jest spore, dopiero po zjeździe na drogę numer 39 możemy odetchnąć z ulgą: samochody znikają całkowicie, jest przepiękne, słoneczne popołudnie, na horyzoncie rysuje się morze. Nocujemy w obrębie naturalnej skalnej fortyfikacji.
Poranek jest wietrzny, pedałujemy nad brzegiem morza i patrzymy, jak ciemne chmury ustępują miejsca jaskrawemu błękitowi. Teren jest płaski, krajobrazy sielskie, może nie spektakularne, ale po prostu – pięknie tu. Pusto. Z wyjątkiem ptaków, które – kiedy tylko przejeżdżamy – wznoszą niebywały wrzask i… atakują nas. Lepiej mieć kask na głowie, bo kto wie, co może się zdarzyć. Brak nocnych ciemności (trwa dzień polarny) powoduje, że nie trzeba się nigdzie spieszyć, tym bardziej, że wieczorem główna droga pustoszeje. Namiot rozbijamy przed północą, na ciągnącym się aż po horyzont omszałym polu. W oddali widać charakterystyczne kształty archipelagu Vestmannaeyjar. Podłoże jest pokryte niezwykle drobnym pyłem wulkanicznym, który szybko pokrywa także znaczną część ekwipunku i naszych ciał. Tak, to przecież niedaleko stąd doszło do erupcji wulkanu Eyjafjallajökull, co sparaliżowało ruch lotniczy w całej Europie. Przed południem podziwiamy dwa spektakularne wodospady – Seljalandsfoss oraz Skogarfoss – na które można by patrzeć całymi godzinami.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin, Michał Sitarz